grudnia 22, 2018

HEJ LUDZIE, IDĄ ŚWIĘTA - świąteczne życzenia i porcelana w świątecznej odsłonie

HEJ LUDZIE, IDĄ ŚWIĘTA - świąteczne życzenia i porcelana w świątecznej odsłonie

Kochani



Z tego miejsca chcę Wam życzyć najwspanialszych Świąt.
Spędźcie je tak, by serce się radowało a uśmiech gościł na twarzach, spędźcie je z tymi, którzy są dla Was ważni i których kochacie.
Życzę Wam także szczęśliwego Nowego Roku.
Niech będzie wyjątkowy pod każdym względem i przyniesie nam wszystkim same dobre chwile.

Dziękuję za Waszą obecność tutaj, za zaufanie, jakim mnie obdarzacie, pozwalając tworzyć dla Was i Waszych bliskich i za to, że dziś mogę pisać to wszystko...


Hej Ludzie, Idą Święta...



Śnieg cicho pada,
Jakby ktoś świat pudrował.
Świerk się rozgadał.
Lecą z chmur dobre słowa
Na szare dni, na złe sny, ludzkie spory.
Coś w jednej chwili zmienia nas,
A to magia świąt.

Na twarzy płatki.
Nie ma dwóch takich samych.
Na szybach kwiatki.
To Pan Mróz, malarz znany.
Ktoś patrzy w mrok.
Ujrzeć chcę pierwszą gwiazdkę,
A ona jest w oczach tych,
Co kochają nas.

Refren: 
Hej ludzie, idą święta.
Świeci gwiazda uśmiechnięta.
Znowu jest w prezentach cały świat.
Hej ludzie, idą święta.
Niech się otwierają serca.
Zacznie się od nowa liczyć czas.

Wśród kolęd ścisk,
Każda chce się usłyszeć.
A Cicha Noc,
Zanucić chce Wśród Nocnej Ciszy.
Na rynku tłum, szopek moc,
tych krakowskich.
Przez moment znów dzieckiem bądź
W ten radości dzień.

Hej ludzie, idą święta.
Świeci gwiazda uśmiechnięta.
Znowu jest w prezentach cały świat.
Hej ludzie, idą święta.
Niech się otwierają serca.
Zacznie się od nowa liczyć czas.

Śnieg cicho pada,
Jakby ktoś świat pudrował
Nie patrz na innych
Sam coś zrób
By nikt nie był...sam

Gil w świątecznej odsłonie

Tym razem namalowałam coś dla siebie... z potrzeby serca i dla samej radości tworzenia.
Grafika nie jest moim pomysłem, ale zachwyciła na tyle, bym zapragnęła spróbować swoich pędzli,  a pochodzi ze strony Cytaty, aforyzmy, sentencje.
Jak Wam się podoba ?


grudnia 20, 2018

Marzenia się spełniają... i coś o Magii grudniowej nocy na porcelanie

Marzenia się spełniają... i coś o Magii grudniowej nocy na porcelanie

Mniej znaczy więcej...


Ja wiem, że ostatnio mało bywam w tej części Kocikowej Doliny... nie znaczy to jednak, że nie dbam o to moje małe magiczne miejsce, które sama przecież stworzyłam.
Dla siebie i dla Was...

Nie martwcie się, pod moją nieobecność okna i drzwi są zabezpieczone :)
Przecież sypie śnieg.
Ci, co bywali i wciąż zaglądają, wiedzą, że klucz jest tam gdzie zawsze... pod kamieniem.
Kto zapragnie odpocząć, może się rozgościć, a TUTAJ są wskazówki
Najpierw Kocikowa Dolina była wyzwaniem. Musiałam nauczyć się posługiwać narzędziami, które umożliwiały jakiekolwiek dzałania.
Wkrótce okazało się, że miejsce nabiera kształtów i że bywanie w nim to wspaniały relaks, który po czasie stał się naturalną potrzebą, a było i tak, że terapią w trudnym okresie zmian.
Kocikowa Dolina zaistniała sobie w mojej głowie, później w sieci, a od jakiegoś czasu ma jeszcze bardziej realny wymiar niż dotąd i adres...
Mimo mojej nieobecności, miejsce to wciąż się rozwija moi mili i mam nadzieję, że razem przetrwamy dość intensywny okres kolejnych zmian.
Jestem pewna, że marzenia sprzed lat mają realną szansę zaistnieć, bo pokornie niepokorna wciąż czuję potrzebę rozwoju na własnych warunkach... TUTAJ to wszystko było jeszcze nieco surowe, ale konsekwencja i intuicja wciąż prowadzą mnie w dobrym kierunku.

Podjełam działania, by Kocikowa Dolina już niedługo wyszła do Was z jeszcze szerszą ofertą.
Najpierw była myśl... a myśl tworzy rzeczywistość.
Znalazłam się w odpowiednim czasie i miejscu, wykorzystując dane mi możliwości, wkrótce będę działać...
To ,,WKRÓTCE,, mam nadzieję już bardziej mi się nie rozjedzie czasowo, bo dużo dzieje na raz, ale pewnie tak mi to ktoś zaplaował... cierpliwość mam wytrenowaną :)


Przedświąteczny czas



W wielu domach rozpoczął się przedświąteczny rozgardiasz.
Domy lśnią, migają światełka, szykują się świąteczne prezenty, pachną pierniki i ubierają się choinki... 
Cała reszta magii już na wyciągnięcie ręki.
Tak. 
Dla mnie Boże Narodzenie to magia.
Za każdym razem wyczuwa się podniosły nastrój. Mimo zmęczenia, każdy jest uśmiechnięty, każdy na coś czeka...
W tym roku pierwszy raz od wielu lat, prawie nic nie muszę... a przy tym spełnię jeszcze jedno swoje marzenie.  
Mam to szczęście, że jeszcze raz dane mi będzie wrócić na Wigilię do miejsca mojego dzieciństwa.
Do domu, który tak naprawdę mnie ukształtował, do miejsca, w którym pozostał dobry duch i miłość do góralszczyzny, gdzie każdy może być sobą... jeśli sam sobie na to pozwoli. 
Kiedyś już Wam TUTAJ  pisałam o tym miejscu.
Tym razem okruchów tamtych lat będę szukać wraz ze swoimi bliskimi... zawsze chciałam by mogli  poczuć ten klimat, przecież to także ich korzenie.


Będąc w klimacie świąt, pokażę Wam filiżanki malowane dla Gabrieli Gargaś.
Inspircją były okładki książek - Lato utkane z marzeń, oraz Magia grudniowej nocy.
Już kiedyś miałam tą przyjemność i kocikowe porcelanki trafiły w jej ręce...
Zerkinjcie TUTAJ.


listopada 28, 2018

Życie mija jak sen.. więc żyjmy naprawdę i spotkajmy się kiedyś przy kominku z filiżanką herbaty...

Życie mija jak sen.. więc żyjmy naprawdę i spotkajmy się kiedyś przy kominku z filiżanką herbaty...

Apetyt na życie


Ostatnio doświadczam różnych skrajności... tak po prostu. 
To coś w rodzaju chodzenia po schodach, co któryś stopień... i to raz w górę, raz w dół.
Raz się uśmiecham, bo coś tam sobie wymyśliłam, by za chwilę poczuć lęk, czy dam radę, bo może to nie jest aż takie dobre, jak myślę... 
Jako urodzona optymistka przeganiam te głupie myśli na cztery wiatry, chociaż życie i tak ma scenariusze do rozdania.
Kolejny raz splot pewnych zdarzeń uświadomił mi, że tak naprawdę to niczego nie da się zaplanować... a komu się zdaje, że można, to tylko mu się zdaje... i to nie prawda, że wszystko co  dobre i złe przydarza się innym, bo ci inni to przecież także my.
Są radości, które niosą nadzieję i za moment wielki smuteczek, bo życie potrafi pokazać figę z makiem i to niespodziewanie.

Zagmatwałam, jak to ja...
U mnie wszystko w porządku i niech tak będzie jak najdłużej.
Smuteczki zawitały jednak na tyle blisko, że mocno mną wstrząsnęły i daję upust pisząc to wszystko, a że jest jak zwykle środek nocy, to wychodzi co wychodzi.

Sama nigdy nie umiałam planować długoterminowo, jeśli pojawia się jakiś pomysł, jego realizacja przebiega zazwyczaj spontanicznie.
Więc jeśli masz apetyt na życie, żyj naprawdę, żyj jak potrafisz najpełniej... 

  • bo akurat nie zawsze zapisujesz swoje genialne pomysły na kartce, a podobno każdego dnia conajmniej dwa takie wpadają nam do głowy i wtedy coś Cię może jednak ominąć.
  • bycie dobrym najpierw dla siebie to taki zdrowy egoizm, bo jeśli Tobie będzie dobrze, to wszystkim wokół także, pomyśl o tym. 
  • czego nie zgarniesz teraz, późnej straci na wartości albo się przedawni. Więc jak? Garściami?
  • nie trać czasu na czekanie, w trakcie oczekiwania też żyj i ciesz się tym co masz.
  • śmiej się, kiedy tylko nadarza się sposobność, śmech pozwala się zdystansować.
  • pozwól sobie na siebie, nie tylko dla siebie, niech inni też Ciebie doświadczą. 
  • omijaj szerokim łukiem tych, którzy w Ciebie wątpią, to są ich wątpliwości, nie Twoje.
  • kochaj
  • spełniaj marzenia.
  • nie bój się decydować.
  • nie bój się próbować.
  • nie bój się pomylić.
  • nie bój się żyć, nigdy nie wiesz ile jeszcze...

Przy kominku


A jeśli odważysz się na siebie, złapiesz życie za ogon i popędzisz za marzeniami, być może spotkamy się po latach z filiżanką herbaty przy kominku i uśmiechniemy do swoich myśli mówiąc...
-  dobrze to wszystko zostało rozegrane.

Przy okazji zostawiam Wam klimatyczną filiżankę z dzbankiem. Słoneczny komplet chyba pasowałaby do tego kominka i wieczoru wspomnień.
Jak Wam się podoba?


listopada 11, 2018

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Prezenty - jak wybrać, by cieszyć się dwa razy

Okazje



Okazji do wręczania prezentów jest ogrom, i właściwie z biegiem lat ich przybywa.
Wszycy lubimy je otrzymywać, ale także lubimy prezenty dawać.
Jeszcze kilka dekad temu nikt nie słyszał o walentynkach czy też dniu chłopaka... a teraz?
Kalendarz najeżony okazjami, sklepy zapełnione potencjalnymi prezentami kuszą promocjami...
Zabiegani ludzie poszukujący tych prezentów zazwyczaj na ostatnią chwilę, kupują często bez głębszego zastanowiena, a cieszą się najbardziej ludzie od marketingu, handlowcy i producenci.
Największe żniwo jest przed świętami.
Prezenty pod choinkę to chyba najmilsza okazja do sprawiania radości, bo rzadko kiedy zdarza się, by w tym czasie ktoś prezentu nie otrzymał, choćby najdrobniejszego.


Najtrudniejsze wybory



Z doświadczenia wiem, nie tylko własnego, że największą trudność sprawia nam wybór prezentów na specjalne okazje.
Teraz pytanie...
Które to są te specjalne okazje, i dlaczego są bardziej specjalne niż inne?
Tak naprawdę, to każda okazja jest wyjątkowa, jeśli jej taką rangę nadamy, nie mniej jednak inaczej wybiera się upominek na imieniny dla cioci, a inaczej prezent dla mężczyzny swojego życia, na przykład na urodziny :)
Z tego mejsca pozdrawiam Pana męża, którego na pewne urodziny udało mi się zaskoczyć, bo plan misternie uknuty udało się wdrożyć w 100%
Najważniejsze, by do tematu podejść z sercem i nie robć niczego na siłę, a już na pewno nie na ostatni dzwonek.
Czy wiecie, że statystycznie najtrudniej wybiera się prezent dla mężczyzny?
Bo my, kobiety potrzebujemy do szczęścia zazwyczaj więcej przedmiotów i drobiazgów niż nasi panowie. 
Czyli co?
Wychodzi na to, że faceci mają łatwiej ?
Nic bardziej mylnego, z natury to my jesteśmy te bardziej wybredne...
I tak się koło zamyka :) 
Chociaż te bardziej przebiegłe z nas, potrafią zasygnalizować swoje potrzeby, wręcz przemycić informację i dostać w prezencie swój ulubiony zapach, przy tym ślicznie się zdziwić, mówiąc... 
- kochanie, skąd wiedziałeś ?
A kochanie miało zakodowane podprogowo, że Cerruti różowe żonka uwielbia, a flakon na wyczerpaniu, ledwo kilka kropel na dnie...
I jak tu się nie ucieszyć, skoro marzenia się czasem spełniają, a kochanie ma święty spokój i błogi uśmiech zadowolenia na twarzy :)


Kiedy i dla kogo najtrudniej wybrać prezent?



Pomyślałam, że wypunktuję tu najczęstsze, statystyczne powody i okazje, które wymagają od nas głębszego zaangażowania w wyszukanie odpowiedniego prezentu i sprawiają najwięcej problemów przy podjęciu decyzji. Przecież zależy nam na zrobieniu przyjemności adresatowi całego przedsięwzięcia... licząc na jego uśmiech w zamian.
Przed Wami moja lista... nie wyssana z mojego palca, o nie...
Przez wiele lat pracując jako handlowiec, wyrobiłam sobie opinię na ten temat i podparłam wiedzę swą o najsolidniejsze badania wujka Google.
Liczę, że w komentarzu dodacie własne najtrudniejsze wybory do poniższej listy :)

- dla mężczyzny
- pod choinkę
- na mikołaja
- na dzień chłopaka
- na urodziny
- na imieniny
- na osiemnastkę
- na roczek
- na chrzciny
- prezenty ślubne
- dzień kobiet
- dla taty
- dla mamy
...i oczywiście wszelkie inne okazje, o których nie wspomniałam, bo każda okazja jest dobra.


Kiedy prezent cieszy dwa razy?


Nie wem jak Wy, ale ja osobiście uwielbiam robić prezenty. 
Różnie to u mnie wygląda z wyborem odpowiednich, nie mam też wypracowanego sposobu, ale zawsze robię to z sercem i radością.
Tak już mam, że kierując się raczej intuicją, staram się wyobrazić sobie moment, gdy obdarowany rozwiązuje wstążkę, odwija papier ozdobny i dobiera się do środka... 
...jeśli trafiłam, mina bezcenna, a moja radość podwójna :) 
Lubię zaskakiwać... ale tylko pozytywnie.
Często też wykonuję prezenty samodzielnie, takie dają dodatkową satysfakcję, jeśli przypadną do gustu adresatowi.


Sposób na trafiony prezent...


Trafić w gust z prezentem to sztuka, ale zapewniam, że łatwiej w ten gust trafić, niż na przykład szóstkę w lotto... 
Więc nie ma się co zniechęcach... grajcie dalej ;)
Oczywiście był to żenujący żart prowadzącego... 
A tak już powazniej.
Zazwyczaj przecież znamy osobę, którą chcemy czymś obdarować i możemy pokierować się wiedzą o jej gustach, oraz swoją intuicją i zaangażowaniem.
Nigdy nie kupujcie prezentu kierując się jedynie własnym gustem, chyba, że macie zadanie kupić coś bardzo oficjalnego, dla kogoś, kogo znacie mniej. Wtedy oczywiście sprawdza się klasyka i przyjęte standardy. 
Wracając jednak do sprawiania radości...
Kochani, zanim wyrzucicie kasę w ciemno, byle mieć z głowy, zastanówcie się czy warto.
Tu nie chodzi o faktyczną wartość prezentu. Tu liczy się znajomość tematu, liczy się człowiek, liczy się finał poszukiwań i radość obdarowanej osoby.


Jakie są cechy idealnie dobranego prezentu?


Nie jestem wyrocznią. Mogę jedynie subiektywnie wziąć temat na widelec... skoro już jestem w tym miejscu i zaczęłam rozbierać na części pierwsze wybieranie i kupowanie prezentów.
Zatem jaki ma być doskonały, idealnie dobrany prezent? 
- praktyczny
- wyjątkowy
- elegancki
- oryginalny
- personalizowany
- pomysłowy

Pomyślałam, że wystarczy zgrać choćby dwie cechy z listy, by taki zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.
Sami sprawdźcie, co Wam wyjdzie :)
A jeśli dobrze nadstawicie ucha, kto wie... możecie trafić w prezent marzeń...


Personalizacja


W Kocikowej Dolinie tworzą się przede wszystkim personalizowane rzeczy.
Najczęściej maluje się dedykowana porcelana, ale malowały się także koszulki, szkło i butelki z winem na preznt dla nowożeńców.
Cieszy mnie, że rękodzieło nareszcie przeżywa swój renesans i zaczyna być doceniane, często wręcz pożądane. Sama jestem jego miłośnczką i wiem, że poszukując czegoś wyjątkowego, znajdę to wśród takich rzeczy. 
Będąc członkiem wielu grup rękodzielniczych, mam dostęp do tak unikatowych propozycji, że listę cech, którą udało mi się stworzyć w poprzednim punkcie, można zgrać w stu procentach. Wszystko zależy od tego, czego i dla kogo poszukujemy.
A czego klienci szukają w Kocikowej Dolinie?
Właśnie czegoś wyjątkowego, praktycznego, oryginalnego, eleganckiego, pomysłowego... ale przede wszystkim personalizowanego.
Czym jest ta personalizacja ?
Może to być kolor, może to być kształt, może to być grafika.
Najczęściej dochodzą jeszcze dedykacje, osobiste sentencje lub tylko komuś wiadome słowa klucze. 
Zanim powstanie cokolwiek, klient musi odpowiedzieć na szereg pytań, by można było zobrazować jego oczekiwania i trafić w gusta klienta i adresata...
Lubię takie wyzwania i jak dotąd nie miałam sygnałów, że coś poszło nie tak, choć za każdym razem drżę, czy moja wyobraźnia pokryje się z wyobrażeniem zamawiającego.

Dziś postaram się pokazać Wam kika najbardziej spersonalizowanych zamówień.
Za każdym z nich kryje się ciekawa historia, czasem wesoła, czasem nostalgiczna, niekiedy jest to zwieńczenie jakiegoś wydarzenia.
Z tych opowieści czasem wychodzi coś całkiem interesującego...


października 31, 2018

Dobra książka na weekend - Beata Majewska - Zapisane w chmurze

Dobra książka na weekend - Beata Majewska  - Zapisane w chmurze

Wstęp...


Zacznę od tego, że zauroczyła mnie kolejna polska autorka i wiem, że sięgnę po wszystko, co wyjdzie spod jej pióra bez zastanowienia.
Nie umiem ująć w słowa co mi tak bardzo odpowiada, ale czytając literka za literką, dostrzegam jeszcze to, co jakby wisi pomiędzy. 
Z twórczością Beaty Majewskiej spotykam się po raz drugi i powiem Wam, że to spotkanie tylko utwierdziło mnie w tym zauroczeniu.
Książka ta, to kusicielka okładkowa, kusi apetyczną, nieco zastanawiającą ilustracją. 
Jako twórca własnych motywów i estetka, zwracam uwagę na takie rzeczy.
Kusi także druga strona okładki, a po przeczytaniu obiecującego tekstu, nie można się doczekać lektury...


Zapisane w chmurze


W moich rękach znalazł się egzemplarz recenzencki, zatem biorę trochę odpowiedzialności na siebie i postaram się zrecenzować książkę jak najlepiej.
Zapisane w chmurze to opowieść o miłości, poświęceniu, trudnych decyzjach i niełatwych wyborach... 
Ale od początku.
Magda, z zawodu nauczycielka geografii, dziewczyna tuż przed magiczną czterdziestką, zaczyna zdawać sobie sprawę, że w jej życiu czegoś zaczyna brakować. 
Jej mąż skupiony na swej firmie i zarabianiu pieniędzy, nie zauważa, że nad ich małżeństwem wisi coś nedobrego.
Kobieta postanawia zrobić coś dla siebie, coś, czego dotąd nie robiła... znalazła przewodniczkę, spakowała się i wyruszyła w podróż życia. Jako cel podróży obrała Rumunię.
Na miejscu okazuje się, że zamiast z przewodniczką, ma wyruszyć w tą podróż z Julianem,  młodym, przystojnym mężczyzną.
Początek znajomości nie wróżył niczego dobrego, mimo to, podróż się rozpoczyna, podróż która stanie się jedną z najważniejszych dla obojga.
Chcecie więcej?
Koniecznie sięgnijcie po tą powieść.
Dzięki autorce i bohaterom, znajdziecie się w Rumunii jakiej nie znacie.
Beata Majewska ma cudowne pióro i jakąś prawdę w pisaniu. Z ogromną przyjemnością się ją czyta.
Bez zbędnych ozdobników pisze o miłości, o namiętności, wyborach i nadziei na przyszłość.

Zapisane w chmurze jest książką dla każdej z nas, takie historie dzieją się blisko...
Moja ocena - 10/10


października 29, 2018

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocne pisanie i nocne malowanie w Kocikowej Dolinie

Nocą...


Lubię kiedy normalni ludzie śpią, kiedy nikt ode mnie niczego nie oczekuje, kiedy nic mnie nie rozprasza i mogę pobyć w tym swoim świecie...
No może kot, który akurat urządza sobie toaletę przed snem na środku pokoju.
Trochę należy mi się opieprz za niesystematyczność w pisaniu i publikowaniu, bo to, że nie piszę często, nie znaczy że nie dzieje się nic...
Wręcz przeciwnie, dzieje się dużo więcej i w pewnym momencie zastanawiam się jak to pukładać.
Remont swoją drogą. Parter w połowie nie istnieje.
Od zawsze chciałam być człowiekiem wolnego zawodu.
Dobrze brzmi, prawda?
Sama sobie sterem i okrętem...
Do sterów to ja zawsze byłam pierwsza, intuicyjnie rozpoznaję kierunek, w jakim mam podążać. Będąc kobietą, która nie lubi ram ani ograniczeń, mapę tej wyprawy będę tworzyć sobie w trakcie tego rejsu.
Uchylę dziś rąbka tajemnicy.

O Kocikowej Dolinie


Kocikowa Dolina zaistaniała sobie kiedyś w mojej głowie.
Pomyślałam, żeby nadać jakiś kształt temu, co w zaciszu domowym pozwalało rozwijać tą część mnie, która się właśnie budziła.
Po jakimś czasie wpisała się w blogowy świat, gdzie została przyjęta z życzliwością. 
Dobre słowo to woda na młyn.
Sporo tej wody upłynęło od tamtego czasu.
Wszyscy, którzy tu zaglądali i odwiedzają mnie do dziś, przyczynili się, do rozwoju tego miejsca i równocześnie do mojego własnego rozwoju.
To Wy mi na to wszystko pozwoliliście, za co dziekuję z uśmiechem.
Na wszystko jest odpowiedni czas i nigdy nie jest na nic zbyt późno.
Dziś  Kocikowa Dolina coraz wyraźniej rysuje się na planie fizycznym.
O tym jednak nieco później, obiecuję :)


Coś malowanego...


Zawsze starałam się łączyć tekst z wizją
Nocne pisanie, takie trochę w skrócie miało być, wyszło jakieś dłuższe.
Co ja tu dziś mogę na tę okoliczność zaprezentować?
Pewnie wszystko, biorąc pod uwagę godziny, w jakich powstają, moje z pasji tworzone i potrzeby serca malowane dzieła przeróżne...
Po namyśle stwierdzam, że pokażę Wam kota... 
Pasuje?
Znacie go?
Taaak... dobrze myślicie, to ten kot, z tej krainy właśnie :)
Zawsze chciałam się z nim zmierzyć, a autorowi pierwowzoru czapki z głów za pomysł.


października 26, 2018

Karolina Wilczyńska - Owoce miłości... książka na weekend

Karolina Wilczyńska - Owoce miłości... książka na weekend

O książce


Koniec.
Kolejna książka zamknęła swoje podwoje.
To było moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Karoliny Wilczyńskiej. 
Tak naprawdę, to od niedawna raczę się literaturą kobiecą z taką częstotliwością, bo w moje dłonie trafiają powieści do zrecenzowania... a ja, jak to ja... staram się robić to z sercem, bo może kogoś zainspiruję. Do tego mam wymówkę, by sobie poczytać :)

Owoce miłości to wielotomowa powieść obyczajowa.
Do mnie trafiła ostatnia część historii...

Autorka zaprasza nas  na ulicę Kwiatową, gdzie spotkamy cztery bohaterki - Wiolę, Malwinę, Różę i Lilianę.
Opisywana ulica Kwiatowa znajduje się w Kielcach i tam właśnie przeżywają swoje rozterki, radości i smutki,  przyjaciółki z jednego bloku.
Obojętnie co też zafunduje im los, one zawsze są na podorężu z dobrą radą, wsparciem psychologicznym i obecnością...
Wiola, to matka trójki dzieci, która poświęcając się swym pociechom, zagubiła siebie i kiedy zdaje sobie z tego sprawę, zaczyna zmieniać różne rzeczy.
Będzie się działo...
Malwina jest w trakcie przygotowań do ślubu.
Tutaj poruszane będą tematy ważne i ważniejsze... kto będzie silnejszy, matka, czy córka?
Liliana - kobieta interesu, tak zwana twarda sztuka poukładana zawodowo, ale kiedy w grę wchodzą uczucia... nieco spuszcza z tonu.
Chcecie wiedzieć dlaczego? Sięgnijcie po czwartą część powieści.
Róża... ech...  delikatna, poszukująca świętego spokoju, w ciąży... czy jest coś, co pozwoli Róży znowu zakwitnąć?  Czy zaufa ponownie mężczyźnie?

Jedynym sposobem by odnaleźć odpowiedzi na te pytania i dać się wprowadzić w świat tych czterech kobiet, jest sięgnięcie po książkę, którą Wam przedstawiam.
Po lekturze ostatniej części, chcę sięgnąć po wcześniejsze.

Autorka porusza tematy życiowe, często tak bardzo nam bliskie.
Mądra, pełna ciepłych uczuć, dobrych rozwiązań, skłaniająca do obiektywizmu książka, pisana świetnym językiem literackim, zapewni Wam kojący relaks.
Nie musicie znać wcześniejszych perypetii bohaterek, by z przyjemnością zagłębiś się w lekturę ostatniego tomu... ale...

Na końcu książki widnieje taki napis:

                                                                KONEC
                                                   A może nowy początek?

To bardzo obiecujące zakończenie... zostawia nadzieję na ciąg dalszy :)
Moja ocena - 10/10


października 20, 2018

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

Filiżanki dla par... małe bujanie na porcelanie i coś o zmianach

 Zmiany...


Kiedy powstawało to miejsce, kompletnie nie miałam pojęcia jaki scenariusz ktoś tam dla mnie przygotował i dokąd mnie to wszystko zaprowadzi.
Plan był taki, że nie ma planu i to właśnie był plan...
Początki zawsze są nieśmiałe. Chcecie, to zerknijcie jak to się zaczęło TUTAJ i TUTAJ
Wiele się wydarzyło od tamtego czasu, ale to przecież naturalne, to znaczy że człowiek się rozwija, działa i wciąż tworzy swoją rzeczywistość.
Pisałam Wam, że dzieje się u mnie trochę ważnych rzeczy, przez co blogowanie ciut zwolniło.
Zmiany, które dzieją się na kilku płaszczyznach mam nadzieję, że nieco mnie usprawiedliwią... ale widzę je w kolorach, tak jak lubię.
Na razie mogę już powiedzieć, że anioł stróż czuwa i jak dotąd wciąż trafiam na zielone światło.
Jeszcze trochę enigmatycznie to brzmi, ale kiedy dopnę ostatni guziczek, pochwalę się efektami.


Bujanie na porcelanie...


Temat zmian jest znany każdemu, bez nich przecież byłoby nudno.
Jedną z najważniejszych zmian w życiu to ślub... 
W pracowni, w sezonie ślubów powstają między innymi personalizowane filiżanki dla par. Zazwyczaj okazują są miłym prezentem.
Dziś pokażę Wam kołyszący zestaw dla dwojga... 


października 08, 2018

Sekrety i kłamstwa - Sylwia Trojanowska czyli kolejna książka do polecenia

Sekrety i kłamstwa - Sylwia Trojanowska czyli kolejna książka do polecenia

Myśleć pozytywnie


Ostatnio mam mniej czasu na blogowanie. Dzieje się trochę różnych rzeczy, które przecież wymagają uwagi, a ja mam nadzieję, że wszystko będzie się układać po mojej myśli.
Zawsze powtarzam, że myśl tworzy rzeczywistość... no to myślę tylko pozytywnie :)
Pierwszą sprawą która mnie zajmuje, jest zaplanowany mały remont, który okazuje się być remontem przez duże ,,R''
Uzbrajam się w cierpliwość i będę udawać, że nic mnie nie wkurza... nawet tumany kurzu i jazda na  mopie. Mój Pan mąż zamienia powoli część parteru w gruzowisko... 
Na szczęście istnieją książki, które w takich sytuacjach potrafią teleportować nas w inne miejsce.
Autorka książki, którą Wam tu przedstawię, też jest pasjonatką pozytywnego myślenia...
Jest nas więcej jak widać :)


Książka do polecenia


W moje ręce trafiła kolejna książka wydana przez Czwartą Stronę...
Lubię naszych rodzimych autorów, sięgam więc chętnie po kolejną propozycję tego wydawnictwa. 
Tym razem jest to powieść Sylwii Trojanowskiej o tajemniczym tytule Sekrety i kłamstwa.
Piękna okladka kusi by po nią sięgnąć, a tył książki zachęca by ją otworzyć.

Otworzyłam...
... i zamnęłam dopiero, gdy dotarłam do kilku słów od autorki.
Ta powieść to prawdziwy teleporter, który nie dość, że przenosi w inne miejsce, to co jakiś czas cofa nas o osiemdziesiąt lat wstecz, by uchylić rąbka tajemnicy z tamtych czasów.
Książka wciąga od pierwszych zdań. 
Autorka zadbała o niebanalny wątek, zgrabnie przeplatając współczesne wydarzenia z historią Szczecina z okresu drugiej wojny.
To opowieść o młodej kobiecie, która powraca po latach w rodzinne strony, by pojednać się ze swym dziadkiem. Poznając jego tajemnicę, wyrusza w podróż sentymentalną.
Książka napisana jest świetnym językiem, w stylu jaki lubę, czyta się ją jednym tchem, a każda strona zachęca do czytania kolejnej... 
Autorka serwuje nam gamę uczuć, uśmiech, dobre dialogi i oraz obietnicę, bo to pierwszy tom czegoś większego, zatem nie pozostaje nic innego, jak poczekać na dalszy ciąg :)
Moja ocena - 10/10 dla powieści obyczajwej.


września 28, 2018

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Cztery pory roku... rozważania o czasie i porcelana urodzinowa Violi

Czas...


Czymże jest tak naprawdę?
Jaka jest definicja czasu i która jest prawdziwa?
Człowiek od zawsze stara się go zmierzyć, określić, podzielić, pojąć... tylko ujarzmić jeszcze nie potrafi, chociaż...jest tu wiele znaków zapytania, bo kto wie , czy gdzieś, coś, ktoś... 
Na przestrzeni dziejów spierali się ówcześni mędrcy w tej kwestii, fizycy oraz filozofowie. 
Newton, Einstein, Arystoteles i Platon. Kto ma rację?
Jako że bywam niepoprawną romantyczką, lubię teorię św. Augustyna. Według niego czas jest bezcenny i nierozłączny ze zmianą, stanowiący pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością... jakoś znajomo to brzmi, prawda? W końcu tak uczono nas postrzegać świat...
Choć najbardziej prawdopodobną teorią jest myśl fiozoficzna Martina Heideggera, który napisał w ,,Sein und Zeit'' - czas nie ,,jest,, obecny ani w podmiocie, ani też w przedmiocie, nie jest wewnątrz bytu, ani na jego zewnątrz i ,,jest,, on ,,wcześniej,, od wszelkiej subiektywności, ponieważ stanowi warunek możliwości nawet dla owego ,,wcześniej,, .
Jak wiec w ogóle ,,jest''?

Dobrze, że wolno nam postrzegać śwat po swojemu i z biegiem czasu sami decydujemy w co wierzymy, w czas liniowy czy może jednak nieliniowy, który pozwala zerknąć w czwarty wymiar...

Czasem mam różne zajawki i tak sobie lubię sięgnąć głębiej :)


Cztery pory roku 


Dziś skupmy się na czasie, który natura sama dzieli na dzień i noc, oraz cztery pory roku w naszym klimacie... gdzie akurat mamy cudowną, złotą polską jesień.
Niedawno z żalem żegnałam lato, a tu zanim się obejrzymy, zima nas będzie czarować bielą i znowu z niecierpliwością szukać będziemy oznak wiosny... 
Rok za rokiem te zmiany następują coraz szybciej, od kilku lat mówi się, że czas na ziemi zaczął przyspieszać. 
Ponoć najłatwiejszym sposobem by niekiedy wyjść poza ten czas liniowy i zwiać od tego nienaturalnego pędu w jakm żyjemy, dla zabawy, chociaż w weekendy nie korzystać z zegarów. Wsłuchać się w rytm własnego ciała i zyskać wiecej czasu do przeżycia... Poczuć wibracje ziemi...
Co Wy na to? 

Porcelana urodzinowa 


Viola zamarzyła o wyjątkowym prezencie urodzinowym i już od początku roku zapowiadała mi co mnie czeka. 
Okazuje się, że czas pędzi i nie będę już powtarzać jak... a ja jak ci drogowcy, których zima zaskakuje co roku.
Skąd ten cały dzisiejszy wpis o czasie?
Przez klejne urodziny Violi, jej pomysł na temat porcelany i moje zaskoczenie, że to ostatni dzwonek był...
Duuuużo pracy i duuużo zdjęć, a oto efekty :


września 19, 2018

Pinokio, atak znaków zapytania i filiżanki dla pary...

Pinokio, atak znaków zapytania i filiżanki dla pary...

Pisać z sensem


Kiedyś sobie wymyśliłam, że na blogu będę zostawiać jakąś historyjkę z życia... niekoniecznie własnego oczywiście, a później będę przechodzić do części dla wzrokowców, mianowicie zdjęć tego, co powstaje w pracowni. 
Ze zdjęciami problemu to ja nie mam, zwłaszcza w kwestii ilości, z powstawaniem różności w sumie też... 
Nieco gorzej to wygląda, kiedy poczytam teksty innych i później atakują mnie znaki zapytania.
Wyobraźcie sobie... taka sytuacja...
Całkiem świeża, bo dzisiejsza... wpadłam na post jednego z moich ulubionych blogerów i po prostu płakałam ze śmiechu.
O losie. Jakże ja się śmiałam... i tu proszę Państwa, w tym miejscu właśnie, dopadły mnie te znaki zapytania, czyli wątpliwości w kwestii pisarstwa jakie tu uprawiam.
Tam gość o papierze toaletowym i owacje na stojąco, nie wyłączając moich oczywiście, a tutaj Kaśka oczy przeciera, czoło marszczy i mądrości wśród zmarszczek na nim szuka...
Jak żyć? 
Powiedzcie, no jak?
Myślicie, że z czasem pióro się wyrabia na tyle, że zasiądę, stuknę paznokciami w klawiaturę i tekst zwiewny, niebanalny popłynie? 
Bądźcie jak Pinokio... proszę Was... co tam nos... 😆😅😄


Filiżanki dla pary


I teraz to już się całkiem zakałapućkałam, bo jak mam połączyć tego Pinokia z filiżankami dla pary nowożeńców?
Macie pomysł?
O porcelance tyle, że pomysł na nią był oczywisty, bo adresatką była wyjątkowa kobieta i temat sam się nasunął...
...ale co dalej z tym Pinokiem to nie mam pojęcia.
Przechodzimy więc do części dla oglądających.


września 08, 2018

Do zakochania jeden rok - Joanna Szarańska czyli kolejna książka na weekend

Do zakochania jeden rok - Joanna Szarańska czyli kolejna książka na weekend

Do zakochania jeden rok...


Wzięłam się za czytanie i praktycznie natychmiast zostałam wciągnięta przez autorkę w perypetie zwariowanej Zojki.
Mało tego... 
Książka ta jest kontynuacją pewnego cyklu, więc po przeczytaniu tej, szczerze zapragnęłam sięgnąć po część pierwszą, a tu wkrótce pojawi się trzecia.
Ale do rzeczy.
Zojka jest młodą, ambitną dziennikarką, która mając na swym koncie pracę w konkurencyjnym wydawnictwie, bez problemu znalazła zatrudnienie w obecnym, gdzie ambitna szefowa stawia coraz wyższe wymagania.
Jak na wydawnictwo przystało, chcą być we wszystkim pierwi i lepsi.
Nagle temat sam się pojawia... i to na własnym podwórku...
Stało sie coś strasznego.
Zaginęła babcia Łyczakowa.
Podejrzenie pada na biuro matrymonialne.
Babunia już nie taka młoda, a tu taki trop... 
I teraz historia na dobre się zaczyna rozwijać... albo wikłać, jak kto woli :)
Kochani.
Przed Wami nic ninnego, jak komedia kryminalna z romantycznym wątkiem w tle.
Historia zbudowana w tak smaczny sposób, że chętnie się czyta i prosi o jeszcze.
Autorka funduje wysublimowany humor, a tym samym dobrze spędzony czas.
Jak zwykle nie opowiem i nie streszczę Wam książki, bo nie zamierzam pozbawić przyjemności odkrywania tajemnicy oraz własnej oceny.


Książka na weekend


Czy ta książka nadaje się na weekendowe czytanie?
Jak najbardziej tak.
Szczerze powiedziawszy czekam na kolejny tom, bo coś mi się wydaje że Zojka znajdzie swoje przeznaczenie... czego jej życzę z czystej sympatii...

Moja ocena?
Jestem na tak :)
Ci, którzy doceniają humor z wyższej półki i styl, nie zawiodą się.


                                                         Przyjemnego czytania

                Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona oraz autorce :)






września 06, 2018

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Słodkiego, miłego życia - sezon ślubów trwa i coś wyjątkowego na prezent

Żono moja


Kiedyś to ja  uwielbiałam wesela. Niekoniecznie same śluby.
Po za moim własnym oczywiście, większość była oczekiwaniem na ciąg dalszy.
Wesele to było coś...
Rodzina w komplecie, tradycyjnie rosołek i całonocne szaleństwo przy muzyce i przednich trunkach.
A dziś...
Wciąż te wesela uwielbiam, ale jakoś coraz więcej z nich pamiętam :)
Z każdego mam fajne wspomnienia, bo pamięć wciąż dopisuje, ale żeby aż taką jasność osiągnąć?
Wychodzi na to, że z wiekiem to ta pamięć coraz lepsza jakby...
Co prawda nie sadzają już przy stole z młodzieżą, bo oni za głośni są przecież, a tu człowiek nie dość że coraz lepszą pamięć ma, to przecież i słuch doskonały, a okulary bardziej dla podkreślenia urody i wdzięku się zakłada... taka moda...
Taka jakaś uważność z czasem się wyrabia, bo z pewnością nie o PESEL tu chodzi.
Tak, to jest chyba odpowiednie określenie.
Uważność.
A to, że piękna oprawa ślubu, a to że zespół wyjątkowo świetnie gra - Słodkiego, miłego życia, ale trzeba posłuchać najpierw, dopiero później poszukać chętnego do tańca... a to, że taka jedna ciotka wciąż w tej samej kiecce, a  druga przytyła i teraz szybko trzeba przemyśleć, która bardziej, ja czy ona :)
Uważność... nawet uważam, że z alkoholem się zaprzyjaźniłam i nie przeszkadza mi, że inni mogą go pić, a ja nie muszę ;)
Ale kiedy nagle, w połowie wesela zabrzmi... Żono moja, hit wesel ostatnich lat... już nie ma wyjścia, pląsy zacząć czas...


Coś wyjątkowego


Wstęp przydługi mi tu wyszedł, ale trzeba było wejść w temat, by zaprezentować Wam kolejne propozycje porcelanowych pamiątek dla nowożeńców.
Jeśli będzie Wam mało, to wcześniejsze znajdziecie TUTAJ oraz TUTAJ i jeszcze TUTAJ i TUTAJ...  reszta pod etykietą - dla pary młodej :)
Dajcie koniecznie znać czy Wam się podoba.


sierpnia 30, 2018

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

A mi jest szkoda lata i nostalgiczny kubek z wiatrakiem

Lato


Kilka dni temu poczułam w powietrzu zapowiedź jesieni.
To się wie... Wychodzisz z domu i nagle świat pachnie inaczej.
Jakiś żal mnie ogarnął i poczucie straty. Może dlatego, że czas tak szybko płynie, a ja wciąż nie jestem gotowa na to tempo...
Człowiek sobie tyle naobiecuje, a później robi zupełnie inne rzeczy, i chociaż robi ich nie mało, to  i tak mu szkoda, że może można było przeżyć jeszcze coś innego.
Zachłanność na życie?
Tak.
Coś w tym jest.
I tutaj kolejny raz wychodzi na jaw podwójne życie jakie większość z nas prowadzi... to jedno w głowie i to drugie na planie rzeczywistym. Pisałam kiedyś coś o podwójnym życiu.
Kolejny raz wychodzi na to że... trzeba działać, nie odkładać niczego na tak zwane kiedyś.
By kolejny raz wychodząc z domu, poczuć jesień i ucieszyć się że nadchodzi :)

Czego mi żal?
Żal mi tych wszystkich letnich biesiad, które się nie odbyły.
Szkoda mi wszystkich spotkań, które nie doszły do skutku.
Żal mi tych rowerowych wypraw, na które się nie wybrałam.
Szkoda mi mojego kochanego wybrzeża, którego ne odwiedziłam tego lata.
No dobrze... wystarczy tego użalania :)
Przecież działo się innych wiele rzeczy i podróże nie zawsze mają północny kierunek.
Na szczeście zapowiada sie wspaniały wrzesień... co prawda bardzo pracowity, ale może nadrobię coś z tego, o czym napisałam...
Więc rozkładam ramiona jak wiatrak i zaczynam działać, zostało przecież jeszcze kawałek tego lata.


Kubek z wiatrakiem


Pasuje mi ten kubek do dzisiejszego wpisu. Malowany jakiś czas temu, doczekał się publikacji.
To jeden z tych kubków, które są dla mnie wyjątkowe, które mają w sobie energię większą niż inne i nie umiem odpowiedzieć dlaczego. Ten magiczny wzór podesłany przez klientkę, od początku miękko się dał malować... 
Co o nim myślicie?


sierpnia 24, 2018

Książka na weekend - Dziennik przetrwania Małgorzata Mroczkowska

Książka na weekend - Dziennik przetrwania Małgorzata Mroczkowska

Wstęp...


Dziś kolejna propozycja na weekendowy relaks.
Przed Wami książka Małgorzaty Mroczkowskiej - Dziennik przetrwania. Zapiski niedoskonałej matki. 
Premiera tej powieści dla kobiet odbyła się 18 lipca, więc minął już ponad miesiąc, jak daje uśmiech i nadzieję innym matkom na pełny etat.
Kiedy wziełam ją do ręki, przeraziła mnie ilość stron oraz temat, bo moje maleństwa już mi nieco dorosły, pomyślałam więc... co może wnieść nowego taka książka w moje życie?
I tu zostałam mile zaskoczona.
Kiedy zaczęłam czytać, szybko okazało się, że wszelkie problemy matek na przestrzeni kilku dekad niewiele się zmieniły.
Zmieniły się okoliczności, krajobrazy i świat dookoła... ale matka i wszystkie role jakie pełni w życiu pozostają niezmienne...
Matka - człowiek do zadań specjalnych... czyli przy okazji najczęściej żona, guru, pielęgniarka, kucharka, sprzątaczka i jakby nie było - kobieta przecież. Te wszystkie zawody w pełnym wymiarze czasu pracy, a co do bycia kobietą...  cóż, wszystko zależy od tego, jak potrafi zagiąć czasoprzestrzeń.


Zapiski niedoskonałej matki


Bohaterką książki jest matka dwójki dzieci - Sylwia.
Kobieta, która intuicyjnie to wszystko jakoś ogarnia. Ogarnia jak najlepiej potrafi bycie mamą, żoną i jeszcze wszystkim, kogo tylko rodzina zapragnie, lub nagle zacznie potrzebować.
Książka porusza przeróżne tematy związane z wychowaniem dzieci, codziennością, realiami...
Myśląc, że nie znajdę w niej nic dla siebie, nie miałam racji...
Znalazłam poniekąd siebie sprzed lat.
Autorka miała niebanalny pomysł na konstrukcję książki, mianowicie... każdy rozdział napisany jest jako osobna historia i nawet kiedy pominiemy któryś niechcący, nie stracimy na fabule i możemy przeczytać go później.
Nigdy nie zdradzam treści książki. 
Powiem Wam tylko, że książka napisana jest z humorem, dystansem i niekiedy sarkazmem, ale porusza tematy absolutnie istotne i trafione w punkt.
Jest wiec temat ciąży, rozterek, porodu rodzinnego.
Jest rozdział o dobrych radach i cierpliwości, marzeniach o świętym spokoju i radzeniem sobie ze zwątpieniem... i o umiejętności zdystansowania się, by trwać i o czerpaniu radości z tego wszystkiego.
Polecam zdecydowanie.
Moja ocena 9/10


sierpnia 16, 2018

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Z wizytą w Jakubowie... czyli śladami Małgosi z książki PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Pomysł który się zrealizował


Jeszcze w maju napisała do mnie Zuzanna - Promotorka czytelnictwa z propozycją włączenia się do akcji promocyjnej pewnej książki, zupełnie nie znanej mi autorki.
Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, ale oczywiście wizja wzięcia udziału w przedsięwzięciu zainteresowała mnie. Świadomość, że moja opinia może wspomóc promocję, była przyjemna.
Do tego w perspektywie szykowała się wyprawa śladami Małgosi, głównej bohaterki powieści, biesiada literacka z autorką i degustacja win w prawdziwej winnicy...
Dla przypomnienia lub zachęty, recenzja książki TUTAJ Może ktoś zechce sięgnąć po tę pozycję.

Potraktowałam to wszystko jako jedną, wielką przygodę, miałam bowiem jeszcze jeden cel...
Nigdy nie byłam w okolicach Jakubowa. Wyjasnię, że Jakubów leży trójącie bermudzkim - Polkowice, Legnica, Głogów, bo tak sobie roboczo nazwałam nowe tereny do zdobycia.
Nie miałam też okazji pokonać tak długiej i nieznanej trasy w pojedynkę...  
Nie trzeba było mnie namawiać ani chwili, w niespokojnej duszy natychmiast odezwał się gen odpowiadający za włóczęgostwo :)



Nadszedł dzień wyprawy


Spokojna, opanowana i głodna zwycięstwa nad samą sobą pojechałam w siną dal...
Z jednego końca Polski na drugi bez mała.
GPS wskazywał 590 km do pokonania... autostradą, i drogami przeróżnymi... ponad 6 godzin w innym kierunku niż zazwyczaj, bo zazwyczaj to ja sobie spokojnie pykam 370 km do mamusi i żaden to wyczyn, kiedy trasę znam na pamięć, z zamkniętymi oczami, podrzędnymi drogami... bo autostrady z okolic Rzeszowa w okolce Łodzi to jeszcze nikt nie wyczarował.
Po tych 6  ponad godzinach byłam na miejscu.
Miałam mieszane uczucia w związku z rzekomym wyczynem mym... no żaden to wyczyn, z GPS-em naprawdę za rączkę i do celu :) Jezuuu, jak ja kocham internet i tego typu wynalzaki :)


W Jakubowie u Małgosi i Bożeny


Jakubów 14
Malwy rosnące przy bramie, psy cieszące się na widok człowieka i zabytkowy dom z duszą...
Na progu zwyczajna dziewczyna o włosach w kolorze pszenicy.
Małgosia? Bożena?
Jak kto woli...
Osobowości przenikają się, bo książka pisana z serca, na podstwie życia nie może kryć niczego innego.
Wraz ze mną na miejscu byli Michał i Paula, świetni młodzi ludzie, miłośnicy polskiego wina.
Upał jak licho. 
Na powitanie pyszny obiad w piwniczce z winami... i winko z rodzimej winnicy.
Jedliście kiedyś rosół z razowymi kluskami lub naleśniki z ogórecznikiem?
Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się gdzieś kilka przepisów z Jakubowa :)
Niesamowte smaki.
Po obiedzie wyruszyliśmy na spacer śladami Małgosi...
Był park z ruinami neogotyckiego pałacu, który niszczeje niestety, jak wiele innych takich perełek. Nasza gospodyni bardzo chętnie zajęłaby się tym miejscem... wszystko kwestia zdobycia finansów, tutaj ukłon w kierunu Fortuny ;)
Później kościół pod wezwaniem św. Jakuba, patrona Jakubowa, stąd także nazwa wioski. Ciekawostką jest też polska część szlaku św. Jakuba która łączy się ze szlakiem do Sanitiago de Compostela. Za kościołem odnajdziemy park i ponoć uzdrawiające źródełko św. Jakuba.

I tak sobie wędrując rezerwatem zwanym Buczyną Jakubowską, dotarliśmy do przepięknej bramy winnicy...
Na miejscu urzekające zbocze wraz z winoroślami najlepszych odmian, o których przeczytacie w książce i o których pisałam w recenzji TUTAJ 
Na miejscu dołączył do nas Michał, syn Bożeny, który zajmuje się winnicą.
Autorka poczęstowała nas ogromną dawką wiedzy na temat uprwy, pielęgnacji i zbiorach... Michał dopowiedział resztę...

Po powrocie z wycieczki odpoczynek przed biesiadą i degustacją, w stylowych, klimatycznych pokoikach dla gości... 

Degustacja i biesiada


Wszystko zaczeło się w pomieszczeniu, gdzie lądują owoce zaraz po zbiorze...
Tym razem towarzyszył nam Michał.
To on jest głównym sprawcą sukcesu Winnicy Jakubów. Zerknijcie przy okazji TUTAJ 
Skromny, błyskotliwy i cierpliwy, z miłością i błyskiem w oczach opowiada o winie... o swoich pomysłach i innowacjach.
Pasjonat o melodyjnym głosie, mówiąc  działa na wyobraźnię, uczy smakować, rozpoznawać, cieszyć się chwilą...
To było jak olśnienie. 
Dla mnie, która lubi dobre wino, i która od tej pory nareszcie będzie wiedziała czym jest to dobre wino...
Cudze chwalicie swego nie znacie.
Nie umiem powiedzieć ile gatunków wina miałam okazję skosztować.
Jedno było lepsze od drugiego...
Dopiero czekają na zabutelkowanie, więc jestem jedną z niewielu, które miały przyjemność poznać te smaki.
Później wspaniała kolacja w piwniczce...
Smaki Dolnego Śląska zdobywane w zaprzyjaźninych godpodarstwach, własnoręcznie upieczony chleb, niesamowite sery do wina, pasztety, kiszonki i cudne ziołowe masło... raj dla podniebienia i dla ucha, bo rozmowom nie było końca.
O powstawaniu książki, o jej kontynuacji, o winie, planach na przyszłość, marzeniach realnych... o przeszłości będącej mechanizmem spustowym weny pisarskiej, o nadziei na przyszłość...
To był niesamowity dzień, pełen wrażeń.
Młodsi zostali, mnie pokonało zmęczenie.
Na drugi dzień czekała mnie kolejna podróż, tym razem z przystankiem w rodzinnych stronch.
Sen w Jakubowie jest zdrowy jak powietrze.
Cisza wszechobecna, spokój i dobra aura tego miejsca pozwalają wypocząć.

Późnym rankiem... albo nie tak, wczesnym przedpołudniem kawa w kuchni pomogła mi się wybudzić. Miałyśmy okazję jeszcze swobodnie porozmawiać... obie z autorką jesteśmy rownolatkami, więc tym bardziej rozmawiać było o czym.
Bożena Pajdosz to wspaniała, otwarta i świadoma kobieta, która sporo przerobiła w życiu. Nie mniej jednak kobieta silna, która trudny czas przekuła w dobry...
Po przepysznym i bardzo późnym śniadaniu nadszedł czas by się pożegnać.
Miałam długą drogę powrotną ale czułam, że warto było doświadczyć tego wszystkiego.
Poznać książkę i wino od kuchni - bezcenne.
Kochani.
Jeśli macie ochotę przeżyć coś takiego jak ja i spędzić jakiś czas w Jakubowie, domostwo stoi dla Was otworem i oferuje to wszystko, co i ja dostałam, za co bardzo dziękuję :)
Mam nadzieję, że skromny upominek który przywiozłam pozwoli zatrzymać w pamięci ten wspólny czas.
Bożenko, z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za tak serdeczne przyjęcie w Waszym domu, za książkę, za lekcje winiarstwa, biesiadę i rozmowę :)

A teraz zdjęcia... duuużo zdjęć...



sierpnia 11, 2018

Książka na letni wieczór - Lato utkane z marzeń G. Gargaś

Książka na letni wieczór - Lato utkane z marzeń G. Gargaś

O czytaniu...


Z tym czytaniem to u mnie jest tak, że czytam kiedy tylko mam chwilę dla siebie i wolne ręce.
Bywa jednak, że nie mam wolnych rąk... bo książka tak mnie pochłonie, że wciąż są nią zajęte.
Co jakiś czas trafia do mnie jakiś egzemplarz recenzencki i wtedy mam wymówkę, że czytam by zachęcić później innych do tego samego :)
Czy zachęcę?
Dziś Gabriela Gargaś - autorka emocji, wzruszeń i dobrego zakończenia.
18 lipca miała miejsce premiera kolejnej jej powieści o pięknym tytule - Lato utkane z marzeń.
Starając się pogodzić czytanie, malowanie, pisanie, robienie zdjęć i całą resztę... dotarłam w końcu do Was z recenzją tej książki.

O książce na zachętę...


Piękna okładka kusząco się prezentuje... delikatna, letnia, obiecująca, natomiast tył książki zwiastuje kolejną ciekawą historię o miłości...
Tłem powieści jest bieszczadzkie miasteczko o tajemniczej nazwie Złotkowo, w którym Michalina, bohaterka powieści, prowadzi Różany Pensjonat.
Miejsce to odwiedzają Ci, którzy są spragnieni zatrzymania i wyciszenia, chcący odnaleźć spokój oraz coś w rodzaju dystansu do rzeczywistości.
Książka jest jakby kontynuacją wcześniejszej powieści ,,Wieczór taki jak Ty"
Odnajdziemy bowiem w niej tych samych bohaterów. Jednak nie ma znaczenia, czy czytaliście poprzednią część, bo ta nowa opowiada całkiem inną historię.
Wielowątkowa fabuła wciąga nas w życie Michaliny i jej dylematy. Jej decyzje i rozterki. 
Poznamy także Amelię i jej historię. Będziemy wzruszać się powrotami... szansą na szczęście i nowe życie.
A propos życia...
Gabriela Gargaś kolejny raz zostawia otwarte drzwi.
Tutaj każde zakończenie może się wydarzyć.
Książka jest o kobietach i z pewnością dla kobiet, ale odnajdziemy w niej także męskie postacie... bo skoro to powieść o miłości, to inaczej być nie może.

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?
Do Różanego Pensjonatu... 
...po ciąg dalszy tej historii.

Zapraszam Was do czytania.


sierpnia 04, 2018

I ślubuję Ci... czyli porcelana na nową drogę życia

I ślubuję Ci... czyli porcelana na nową drogę życia

Miłość niejedno ma imię


Czasem bardzo trudno mi zebrać myśli, ułożyć je w słowa i zapisać je dla Was. 
Wena, kapryśne dziewczę... już mi się zdaje, że ją widzę za rogiem, gdy ta, nagle rozpływa się we mgle. Wtedy sięgam do przeróżnych zakamarków i szukam jej śladów... takim zakamarkiem jest notes z różnymi zapiskami.
Wchodząc do blogosfery, nie miałam pojęcia ilu ludzi spotkam, ile historii usłyszę, ile miejsc odwiedzę i ilu rzeczy się nauczę...  I wiecie co? Ja wciąż nie mam dość.
Dziś wyciągnę dla Was historię pewnej miłości.
Nie znam jej całej, ale to co wiem, wystaczy by nikogo nie znudzić.

Pod koniec maja napisała do Kocikowej Doliny siostra pewnego brata, który zamierzał się właśnie ożenić, a ona na tą okoliczność chciała podarować mu coś specjalnego na nową drogę życia... 
No nic nadzwyczajnego... kolejny ślubny komplet miał się namalować i tyle, więc ważne były teraz szczegóły. Podczas omawiania owych szczegółów, pojawia się zarys tego, co w finalnym efekcie ma powstać. Tym razem było niby łatwej, bo miał się malować wzór, który powstał już wcześniej w Pracowni i jest naszym projektem, trzeba go było tylko ciut złagodzić, umieścić na większej ilości elementów i tchnąć dobrą energię podczas malowania...
I wtedy zaczęła się korespondencja... pytania, odpowiedzi i na koniec piękna opowieść.


I ślubuję Ci...              

         

                                               I ślubuję Ci uśmech
                                               przy porannej kawie,
                                               Parasol w deszczu 
                                               i storotki na wosnę 

Swoją miłość przypieczętować mieli ludzie, którzy odnaleźli się ponownie po latach...
Kiedyś trzymali się za ręce i nieopatrznie te dłonie wypuścili z włanych dłoni.
Los zafundował im osobne życie. 
Każde z nich spełniło swoją rolę w poprzednich związkach i ten sam los oddał im siebie po latach, dając kolejną szansę.

Czasem tak łatwo coś przeoczyć, tak szybko można z czegoś zrezygnować lub jeszcze gorzej... nie zawalczyć wcale o siebie...

W tej historii, pomimo zawirowań w życiu bohaterów i trudnych z pewnością decyzji, odnajdujemy happy end.
Kiedy ma się świadomość, w jak ważnym wydarzeniu bierze się udział, nagle malowanie nabiera jeszcze większej rangi. Malując, zamykam dobre myśli we wzorach, wkładam serce i pozytywną energię, dopisując inicjały, kieruję to wszystko w ich kierunku.
Wszystkiego wspanialego na nowej drodze życia... 


lipca 26, 2018

Deszcz w Cisnej, Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Deszcz w Cisnej,  Bieszczady na bis i kocikowe kubki w galerii

Bieszczady

Ostatnia niedziela po wielu dniach deszczu nagrodziła naszą cierpliwość prawdziwym, wakacyjnym upałem.
W planach wycieczka do Cisnej.
Nie jechaliśmy na wędrówkę, więc nareszcie można było założyć letnią kieckę i mieć gdzieś upał.
Nie dogodzi... upał źle, a jak leje to też się nie podoba.
Generalnie plan był taki, że wpadamy do Cisnej na dwie godziny i wracamy.
Według GPS-a  mieliśmy dwie i pół godziny jazdy.
Takie podróżowanie sprzyja rozmowom na tematy różne i bardzo różne...
- w Bieszczadach wcale mi się tak bardzo nie podoba... zagaił Pan mąż.
- nie ma gdzie szybko zjeść, nic tam nie ma...
Kto zna Pana męża, ten się teraz uśmiecha.
Kto nie zna, wyjaśnię dlaczego uśmiechnąć się powinien.
Pan mąż zawsze marzył o domu na odludziu gdzie słychać tylko ciszę... pisałam o tym TUTAJ do tego on nigdy niczego nie robi powoli.. jakby go diabli gnali do przodu.
Złapałam się na tym, że im szybciej on biega, tym ja spokojniej na to patrzę :)
Wszyscy znają termin Constans...
I tak sobie jadąc, rozmawialiśmy. Góry coraz bliżej, niebo coraz ciemniejsze, temperatura coraz niżej...
Dojechaliśmy.

Deszcz w Cisnej

,,Czy kto deszcz taki widział
Noe z arką by mi się przydał
Kropel głuchy rytm
Stuka w moje drzwi
Pasjans, który stawiam dziś od rana
Znów nie wyszedł mi ''

Cisna przywitała nas deszczem, ale cóż się dziwić, przecież od zawsze wiadomo, że taki jej urok, tylko dlaczego ja odkryłam ten urok dopiero teraz?
I to były Bieszczady na bis.
Runęły wszystkie stereotypy.
Deszcz w Cisnej rzeczywiście do niej pasuje i jest urokliwy jak i sama Cisna.
To nie znaczy że wciąż pada. Na dłuższą metę deszcz robi się nudny nawet dla miłośników barowej aury, ale mam nadzieję, że każdy kto tam zawita, będzie mógł poznać klimaty tego miejsca.
I teraz o odkryciach...

Krywula

Urokliwa GALERIA KRYWULA w sercu Cisnej, tuż obok najlepszej knajpy jaką jest SIEKIEREZADA z niebywałym klimatem, niebanalnym wystrojem i dobrym jedzeniem :)
Dziś  opowiem o Krywuli...
Wchodząc do środka, ma się wrażenie, jakby się przeniosło w czasie...
Na środku stoi okrągły stół, przykryty szydełkowym obrusem, zastawiony przeróżnymi dobrami natury i magicznymi przedmiotami...
Przy stole dwie wróżki, przygarniają wchodzących uśmiechem, dobrym słowem i poczuciem humoru. W rogu stoi babciny, malowany kredens, gdzie ręce same się wyciągają po pachnące mydła ręcznie robione... 
Nie wiadomo gdzie patrzeć. Dookoła na półkach masa dobrej energii zaklęta w ceramice, niebanalnych ozdobach, witrażach, porcelanie, obrazach, rzeżbach...
Naturalne kosmetyki, przednie wina z podkarpackich winnic, zioła i przyprawy...
Nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkim. 
Musicie sami to sprawdzić koniecznie przy okazji, bo i ja muszę tam wrócić, by dostrzec całą resztę.
Tak naprawdę to Krywula odkryła mnie... i stąd to całe zamieszanie z Cisną, odkrywaniem bieszczadzkich uroków od nowa i samej galerii.
Wśród tych wszystkich cudowności, znajdziecie na półce kocikowe kubki...
To zaszczyt dla Kocikowej Doliny móc stanąć obok prawdziwych artystów.

Na potwierdzenie mojego zachwytu, zostawiam Wam garść zdjęć... namiastkę tego klimatu.
Wychodzi na to że lipcowa podróż zaliczona, a to nie koniec...

lipca 18, 2018

MOJA TWOJA WINA - i kolejna książka na weekend

MOJA TWOJA WINA - i kolejna książka na weekend

Rozwód - porażka czy szansa na nowe życie ?


Ostatnio mam co czytać i mam co malować.
Czasem naprawdę trudno wybrać.
Dylematy...
Dziś napiszę Wam o kolejnej kobiecej książce, która trafiła pod mój dach i czekała cierpliwie aż wezmę ją w ręce i już nie wypuszczę...
Tak. 
Tak własnie było.

Moja twoja wina jest najnowszą powieścią Beaty Majewskiej, którą niektórzy znają jako Augustę Docher, mającą w swym dorobku sporo świetnych i dobrze przyjętych książek.
  
Piękna i miła w dotyku okładka, zastanawiający tytuł oraz obiecujący tekst z tyłu tej okładki, zachęcają by iść w to dalej. 

Historia z życia wzięta, autentyczna i pisana takim właśnie językiem. 
Historia, jakich wiele ostatnio się dzieje tuż za rogiem.
Akcja książki, niby przwidywalna, już niby wszystko wiadomo, odwaracamy kartkę i... zaskoczenie.
Taki styl pisarski porywa najbardziej.
Nie ma mowy o nudzie i stereotypach.
Urszula, bohaterka książki, odkrywszy zdradę swojego męża, podejmuje szybką decyzję o rozwodzie i wyprowadzce z domu męża. 
Wynosi się do starego domku na wieś, gdzie zaczyna wszystko od nowa i stara się odnaleźć siebie.
Na szczęście wspiera ją przyjaciółka i nowo poznana sąsiadka.
Na horyzoncie pojawia się też Michał i szansa na coś pięknego, nowego, dobrego.
Ale...
Żeby otworzyć kolejne drzwi, najpierw trzeba pozamykać poprzednie.

Czy jest szansa by Ci dwoje mogli dać sobie szczęście?
Czy ludzie, którzy mają tak wiele wspólnego, przejdą próbę, jaką zafundował im przewrotny los?

Nie odpowiem na te pytania, bo nigdy tego nie robię. 
Nie mam prawa odbierać Wam przyjemności odszukania swoich odpowiedzi.
Decydując się na związek, nigdy nie wiemy ile przyjdzie nam zapłacić, jeśli się nie uda... 
Podejmując decyzję o rozwodzie nie zawsze trzeba dźwigać balast porażki, dobrze jest pozwolić sobie na siebie i dać sobie szansę nowe życie.

Beata Majewska pierwszy raz zagościła w moim domu i tą książką zrobiła sobie miejsce u mnie na długo. 
Jej wyjątkowy warsztat pisarski, wyczucie, niebanalny humor, umiejętność kreowania postaci i zaplatania ich losów, to wszystko pozwoliło na stworzenie świetnej książki.
To nie jest zwyczajny romans.
To powieść pełna znaków zapytania, emocji, łez i radości. 
Taką historię mogło napisać samo życie.
Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do sięgnięcia po tą książkę.


           Z tego miejsca dziękuję wydawnictwu Książnica i autorce za egzemplarz recenzencki.
               
                                                              Dobrej nocy Kochani

lipca 10, 2018

Dobra książka na weekend - PUCH NIEMARNY B. Pajdosz

Dobra książka na weekend - PUCH NIEMARNY  B. Pajdosz

Romans, nie romans...


Kiedy otrzymałam recenzencki egzemplarz powieści, pomyślałam że będzie leciutko i przyjemnie.
Książka, którą trzymałam w dłoniach, nie specjalnie gruba, kusiła obiecująco tylną okładką.
W srodku dedykacja... na samą myśl uśmiecham się. 
Przyjemnie spędzę któryś weekend... to przyszło mi do głowy.
Ponieważ do czytania zasiadam kiedy tylko mogę, bo większość czasu zajmuje mi jednak malowanie, książka swoje musiała odczekać...
Jako twórcę rysunków, wzorów i różnych grafik, zastanowiła mnie okładka.
Surowa, bez zbędnych ozdobników, wręcz dopominająca się uwagi...
I to ostrzeżenie.
Uwaga ! Romans

Otworzyłam ją nareszcie i... 
...nie było leciutko.

Nie szukajcie banalnego romansu... taniej opery mydlanej, bo czeka Was głębia i wielopłaszczyznowość ludzkiej natury, wielobarwmość emocjonalna i sztuka wyboru.

Małgorzata, zatwardziała singielka na zewnątrz, w środku wulkan kobiecości.
Pełna tłumionych pragnień, rzuciła się w objęcia swej pasji, jaką jest winnica.
Wypadek sprawił, że wylądowała z połamanymi rękami w szpitalu i tu zaczyna pękać kokon, w którym czuła się bezpiecznie...
Skoro szpital, to pojawia się lekarz, idealnie pasujący do Małgosi, z tym że to trzeba będzie dopiero odkryć i udowodnić.
Jest miłość, są rozterki, jest zaborczość i są lęki..
Jak myślicie?
Czy będzie dobre zakończenie?


''Dlaczego tak trudno być kobietą? I dlaczego jeszcze trudniej być z kobietą? ''


Czytając, historię Małgorzaty, kobiety która jest na półmetku swej kobiecości, która pewne rzeczy ma już za sobą, ale która też wciąż ma jeszcze szansę, by zbudować przyszłość, popłynęłam.
Dałam się wciągnąć w jej życie, jej pasję, jej ukochane miejsca, które wybrała do życia.
Często wzbudzała we mnie sprzeczne odczucia. Jej rozterki, decyzje wydawały się zbyt emocjonalne, innym razem dopatrywałam się za mało zaangażowania.

Autorka opisuje swą bohaterkę, jakby się znały od zawsze, jakby były spokrewnione lub spędzały z sobą większość czasu... pewnie coś w tym jest, bo cała akcja dzieje się w podobnych okolicznościach przyrody, w jakich mieszka, żyje i pracuje sama pisarka.
Jest oczywiste, że najprawdziwsze opowieści pochodzą z życia, dodając wątek przewodni, powstaje smaczna historia z winem w tle, z miłością do zgarnięcia i pięknem miejsca w którym można zacząć coś wspaniałego...

Nie mogę streścić Wam książki, bo uważam, że warto mieć swój własny egzemplarz i warto przeczytać ją po swojemu...
Moją czytałam z ołówkiem w dłoni, zaznaczając delikatnie niektóre fragmenty czy też tak bliskie mi zdania, czasem zaskakująco oczywiste stwierdzenia, ale też pięknie napisane słowa, jak słowa klucze do tejemniczych drzwi...

Wejdźcie przez te drzwi za Małgorzatą...
Będziecie zaskoczone, bo możecie spotkać same siebie. 

Którą z nas nie władają instynkty i potrzeby duszy... (słowa żywcem wyjęte z tej książki)

Jakubów...

Kochani, odszukajcie to miejsce w książce, a później odszukajcie je na mapie...
W książce wieś opisana jest z wielką miłością i w tak namacalny sposób, że czuje się klimat tego miejsca.
Pochwalę się tutaj, że będę miała sposobność zobaczyć i poczuć to wszystko, a przede wszystkim poznać Panią Bożenę Pajdosz osobiście, zobaczyć winnicę, w której Małgosia pielęgnuje winorośle ze szczepów Hibernal, Charddonay i Pinot Blanc oraz posmakować na własnym podniebieniu efetów tej pracy, czyli opisane w książce wina - Solaris, Riesling i Hibernal...



lipca 07, 2018

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

Tu jest mój dom i kraina szcześliwości jako temat na porcelanie

O domu


Piękny czas mamy.
Jest się czym cieszyć, więc się cieszę. 
Natura tuż przed naszymi oczami codziennie działa cuda, obdarowując widokami, zapachami, owocami.
Jestem w trakcie czytania książki Bożeny Pajdosz PUCH NIEMARNY, w której odnalazłam taki piękny, radosny, zwyczajny a jednak niezwyczajny opis krainy szczęśliwości. Zatrzymałam się nad tym dłużej, zastanowiłam... 
Autorka umiejscowiła akcję w okolicy, w której sama żyje.
Zrobiła to tak umiejętnie i skutecznie, że skłoniła mnie do własnych przemyśleń, a w głowie zrodził się pewien pomysł... 
Ciepło pomyślałam o miejscu, w którym żyję, które ja kiedyś wybrałam... a może to ono wybrało mnie... kto wie jak to naprawdę jest... Wciąż trzymam się tego, że nie ma przypadków i że wszystko jest po coś...

Na Podkarpacie trafiłam z powodu miłości.
Dla jednych banał, dla innych marzenie.
Różowe okulary mają magiczną moc, tak, tak... i jak w jednym z najpopularniejszych powiedzeń, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, tak ja zostawiłam wszystko i wyjechałam na Podkarpacie... po swoje ,,Wszystko''
Tęskniłam za tym, co zostawiłam i tęsknię do dziś... i już zawsze będę rozdarta na pół.
Tęsknię za czymś, co jest w mojej głowie, za dzieckiem, którym byłam, za dziewczyną, która podjęła dorosłe decyzje i za młodą kobietą, która dała radę...

Urodziłam się chyba z pojemnym sercem, bo tęsknię za wszystkim co pokocham.
To dlatego co jakiś czas odzywa się we mnie włóczęga i wracam do miejsc, które skradły mi kawałek serca, chociaż w międzyczasie odkrywam kolejne...
Życia będzie mało.

Ech, odbiegłam od tematu.
I to wszystko przez książkę.
Recenzja niebawem, wtedy wybaczycie moje bujanie w obłokach, a w planach jeszcze wycieczka do miejsc, o których czytam... ale to będzie temat innego wpisu.

Dziś mogę dzielić się własną krainą szczęśliwości.
W głowie rodzi się plan, by... pokazać Wam kilka miejsc, które składają się na nią...
Czasem wystarczy przeczytać jakieś ważne zdanie i trybik przeskakuje bez większego trudu, pomagając odkryć i otworzyć kolejne drzwi... z tej krainy szczęśliwości do krainy możliwości :)


Kraina szczęśliwości na porcelanie


Nie tak dawno ktoś stwierdził w którymś z komentarzy, że piszę o wszystkim na swój własny sposób... 
Oczywiście że tak, inaczej nie potrafię. 
Może po części dlatego zaglądacie do Kocikowej Doliny...
Przy okazji rozważań o krainie szcześliwości, pokażę Wam komplet w tym właśnie klimacie... Sielskość, natura, urokliwe chwile... można je zamknąć na porcelanie i można też uchwycić obiektywem... 
Dziś wszystkiego po odrobinie. 


czerwca 28, 2018

See Blogers - relacja subiektywna

See Blogers - relacja subiektywna

Jak wszyscy to wszyscy...


Na See Bloggers jechałam kompletnie nieprzygotowana. 
Przeoczyłam zapisy na warsztaty, nie zapoznałam się z planem wydarzeń, bo do ostatniej chwili walczyłam z zamówieniami od Was.
To nie takie proste, rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady 😊
Wiedziałam tylko, że skoro już mnie tam zaprosili, to jechać muszę... tymbardziej, że to moje rodzinne okolice, w które wracam przy każdej najmniejszej okazji...

Uzbrojona w wiedzę z Poznania, pomknęłam na Łódź, bagatela, 370 km.
I co?
I zobaczyłam kompletnie inny wymiar internetu face to face.

Rozmach imprezy nieco mnie onieśmielił... 
Wielu znanych i lubianych, widywanych w necie bądź w telewizji, bez mała na wyciągnięcie ręki.
Pomyślałam... kurczę, co ja mam z tym wspólnego ?
Nie mam parcia na bycie twarzą marki, nie nadaję się na fotomodelkę, nie strzelam sobie sweet fotek ze znanymi... więc o co mi chodzi?
Z ciekawością ale i z dystansem obserwowałam poczynania różnych osób, brylujących pośród stoisk sponsorów i wystawców, wciąż zadając sobie pytanie, co ja robię w tym wszystkim... 
...aż do momentu wejścia na Scenę Twórców
Nagle wszystko zaczęło nabierać sensu, kształtów, realnych możliwości, bo wszystko toczy się w naszych głowach. Jeśli połączy się intuicję z pracą bez szukania drogi na skróty, można odnaleźć ten kawałek swojego nieba. W necie jest miejsce dla każdego, pod warunkiem, że jest się prawdziwym.

Kto mnie przekonał?
CHARLIZE MYSTERY - Karolina Gliniecka
Kto mnie zauroczył ?
Maciej Orłoś - kto to, chyba wszyscy wiedzą 😊
Kto wywołał dużo uśmiechu ?
Olka Radomska - czyli Królowa w Mam wątpliwość

Bezapelacyjnie Numer Jeden VI edycji See Bloggers 

Dla mnie - Kasia Nosowska, której nikomu przedstawiać nie trzeba... 
Cudowna, prawdziwa, z dystansem, ciepła, zdolna... no i cholerka... przyjaźni się z moimi ulubionymi aktorkami... Agatą Kuleszą i Kingą Prais... a to już chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości co do mojego wyboru ;)
Ech... cudnie było móc na żywo doświadczyć tego wszystkiego...

Ludzie...


See Bloggers to nie tylko celebryci, ale też Ci, którzy nie mając pojęcia, takowymi się stać mogą, a jeśli określenie celebryta odpowiednie nie jest, to niech będzie, że stają się popularni lub  znani i z pewnością lubiani :)
Tutaj oczywiście wymienię Jacka eM, znanego jako Dizajnuch, którego jestem fanką od początku mojej przygody z blogosferą.
Wspaniale było poznać osobiście Artura, autora bloga Powoli. Po prostu... który w mega niesamowity dla mnie i smaczny sposób pisze o gotowaniu. Jego wpisy czyta się jak świetną książkę :) Artur, nie słuchaj siostry, kupię książkę, która wyjdzie spod Twojego pióra :)
Z każdego takiego wyjazdu wyjeżdżam z nowoymi znajomościami, z poszerzonymi hryzontami i energią do dalszego działania. 
Pozdrawiam tutaj Kingę czyli Babę z wiankiem, z bloga  Po prostu MAMA... z którą czas spędza się conajmniej niebanalnie... Agneszkę Świerczyńską - GrabskąAnkę Szatan z bloga Piekielna Strona Popkultury z którą malowałyśmy mega torby świetnymi farbami Firmy PROFIL :)
Uściski dla Moni Żurawskiej czyli Zakręconej, Madzi Andruszkiewicz czyli Wiecznie Bazgrającej i wszystkich, których nie wymieniłam, bo mi czas antenowy nieubłaganie się kończy ;)

Moje odkrycia - blog Marty : Care for Decor i Pani Miniaturowa 

Wnioski?

Idę sobie tą swoją dróżką, polegając na intuicji, równocześnie słucham lepszych od siebie. 
Co mają do przekazania inni ? 
To co już sama wiem, ale czasem muszę  usłyszeć po za swoją głową, a więc... 
robić swoje, systematycznie, konsekwentnie, mieć oczy i serce szeroko otwarte... wystarczy :)
Taka oto moja relacja subiektywna...  jak wszyscy to wszyscy. 

Zdjęcia poniższe to taki mix... z całą pewnością mogę Wam tu przedstawić dwie fajne firmy kosmetyczne, które zwróciły moją uwagę i z głębszym zainteresowaniem będę je śledzić... oraz mega pyszną kawę, która ratowała w chwilach słabości :)


czerwca 16, 2018

Projektowanie wnętrz, czyli jak dodać charakteru, kiedy charakteru brak i akrylowe koła ratunkowe

Projektowanie wnętrz, czyli jak dodać charakteru, kiedy charakteru brak i akrylowe koła ratunkowe

Ważne jest pierwsze wrażenie


Było tak.
Jechaliśmy do nowo wynajętego, cudownego mieszkania, tak myśleliśmy, pomóc nieco je ogarnąć, a przy okazji fajnie spędzić czas z naszą młodzieżą...
Mieszkanie w bliskim centrum, dwa pokoje z kuchnią i łazienką, z balkonu widok na zieleń w ogrodzie... nareszcie trochę prywatności, która się przecież należy, kiedy się studiuje i pracuje, a przy tym nie jest się już świeżakiem, ale starym krakusem niemal.

Zapakowani jak rodzina Floderów, bo przecież trzeba trochę domu, by można było stworzyć namiastkę swojego miejsca, zaułkami, osiedlowymi, krętymi uliczkami dotarliśmy do celu. 
Weszliśmy dziarskim krokiem i... zaniemówiliśmy.
Nie wiem co myślało każde z nas, ale myślało intensywnie.
Ze wszystkich cudowności tego miejsca, tylko lokalizacja była idealna.
Czekał nas niezły wypoczynek na mopie, w oparach detergentów i sztuczek cyrkowych...
W mojej głowie co jakiś czas okrzyk - ratunku ! (przecież nie przyznam się, że w duchu klęłam sierczyście, jak stary marynarz, więc niech zostanie ratunku)
W skrócie.
Było sprzątanie, pranie, meblowanie, szycie poduszek, dobieranie dodatków...
Po tygodniu wspólnych prac społecznych, jak za PRLu niemalże, bo w projektowanie i urządzanie wnętrza włączyło się wiele osób, chcąc nie chcąc dotarliśmy do końca naszych możliwości na ten czas.
Usiedliśmy na koniec zmęczeni, ale zadowoleni.
Mieszkanie nabrało charakteru.

Akrylowe koła ratunkowe

Opowieść może nieco nie wiadomo o czym, ale nie wdaję się w szczegóły, bo pozwolenia na ich opisywanie nie dostałam, a że późno jest okrutnie, to zostaje już w tej formie...  
Zmierzam do tego, że ta sytuacja zmusiła mnie do przeproszenia sztalugi.
Na prośbę syna, dla podkręcenia klimatu powstały dwa akrylowe koła ratunkowe.
Są gusta i guściki, wiem... 
A oto one.


czerwca 05, 2018

Wsiąść do pociągu byle jakiego, tym razem jednak Majorka i o co chodzi z tymi kotami...

Wsiąść do pociągu byle jakiego, tym razem jednak Majorka i o co chodzi z tymi kotami...

Za wszelką cenę



Decyzja zapadła. 
Niezbędny jest natychmiastowy reset dla Pana męża, bo nie wiem kto zwariuje pierwszy, czy ów mąż, czy ja...
Wyjeżdżamy byle gdzie i byle kiedy, tylko byle szybko i broń Boże nie wtedy i wtedy, ale też nie tu i tam...
No to mając wytyczne jasne jak słońce, znowu biorę na klatę decyzję, bo ktoś przecież decydować musi, żeby później było wiadomo, kogo obciążyć wszelkimi pretensjami, lub nagrodzić pochwałami :) 
Rządna pochwał i splendorów zakręciłam wyimaginowaną ruletką, pozwalając zadziałać intuicji, szczęściu i tak zwanym pobożnym życzeniom.
...wsiąść do pociągu byle jakiego, śpiewała kiedyś Maryla, no to wsiadłam, no i padło na Majorkę, gdzie podobno chociaż raz w życiu trzeba się znaleźć...
Rok temu chyba ją sobie wykrakałam, rzucając bezwiednie tytuł posta... 
Kolejny raz okazuje się, że w życiu znajdujesz dokładnie to, czego szukasz...  TUTAJ kiedyś o tym pisałam :)
I wiecie co?
Nie sposób opowiedzieć w jednym wpisie o wszystkim... za dużo wątków... za dużo wrażeń.
Powiem tylko, że był to wspaniały czas pod znakiem cudownych ludzi, którzy tak jak my, przyjechali po wyhamowanie...
Z tego miejsca pozdrawiam Krysię i Roberta, Agatę i Artura, Dorotkę i Jarka, obie Agnieszki, Marka i Piotra... i całą resztę, która tworzyła klimat :)
Tym sposobem majową podróż uważam za zaliczoną...

A o co chodzi z kotami?


Z moimi o to, że podróżować z nimi się nie da, więc zostają pod doskonałą opieką i tęsknią...
a po za tym, to mam okazję zaprezentować Wam koci zestaw, którym nie było okazji się pochwalić, że nareszcie coś mega kociego powstało w Kocikowej Dolinie, zatem czynię to dziś, wplatając nieco egzotyki... bo i kot nie byle jaki :) 


maja 26, 2018

Dzień Matki i prowansalskie klimaty, po które trzeba jechać do Anglii

Dzień Matki i prowansalskie klimaty, po które trzeba jechać do Anglii

Mama...


Co czujesz na dźwięk tego słowa?
Jaka jest pierwsza myśl?
Co widzisz, kiedy zamykasz oczy?
Jak w kalejdoskopie przeskakują obrazy... pory roku zmieniają się, powtarzając swój rytm... rosną Twoje dzieci, bo i Ty już urosłaś... sama jesteś mamą...
Co one będą czuć na dźwięk słowa mama?
Może kiedyś też pochylą się nad tym pytaniem, kto wie... dziś mogę mówić tylko za siebie...
Bez specjalnej chronologii i bez przynudzania, bo tego nikt nie lubi i w ogromnym skrócie, napiszę o tym, co mi pierwsze na myśl przyszło...
Gruszki :)
To ona nauczyła mnie smaku gruszek.
Do dziś, kiedy mam wybór, sięgam po nie bezwarunkowo... po słodkie, pękate i soczyste.
Dzięki niej lubię książki... uwielbiam literki i to, jak można nimi żonglować... nauczyła mnie czytać, bo sama miała do nich słabość i biblioteczkę pełną skarbów, do dziś pamiętam niektóre tytuły. 
Pozwalała czytać dorosłe książki.
Moja mama...
Uzdolniona plastycznie, z wyobraźnią... mam to po niej :)
Mądra życiowo i pokorna, cierpliwa do granic absurdu niekiedy... moja mama... wiecznie zapracowana, nie skarżąca się, bo i komu...
Dziś wiem, że nauczyła mnie wszystkiego co mogła, a resztę przekazała w genach.
Na przykład intuicję.
Nigdy nie mówiła jak żyć, pozwalała na potknięcia, na naukę na własnych błędach.
Jak anioł czuwała... wiem, bo robię podobnie...
I chociaż wydaje nam się, że jesteśmy tacy mądrzy, że tacy nowocześni, to... pewne prawdy zawsze będą takie same... nie ma silniejszej miłości, niż miłość matki...
Też Cię kocham mamo, chociaż Ci tego nie mówię... doceniam jednak wszystko, co tylko umiem sobie uświadomić... i często żałuję, że nie jestem bliżej, ale ktoś tak to wszystko właśnie poukładał.
Dziękuję że jesteś i bądź ja najdłużej, bo jesteś mi potrzebna.

Lawendowe klimaty


Dzień Matki powinien być częściej niż tylko raz w roku, bo zostając matką, jest się nią każdego dnia, bez względu na wiek dziecka i odległość...
Dziś prowansalskie klimaty zdawałoby się, a tu niespodzianka.
Na porcelanie została uwieczniona angielska farma lawendy.
Tam, gdzie te łany lawendy, tam serce matki... 
Dla mamy od córki, by zmniejszyć ilość kilometrów między nimi...
Pomoże? Jak myślicie?