października 29, 2017

Wyzwania są po to, by wciąż sie rozwijać i ślubny komplet dla miłośników Guns N' roses

Wyzwania są po to, by wciąż sie rozwijać i ślubny komplet dla miłośników Guns N' roses

Włączam szósty bieg


Wróciłam z plecakim energii. Na razie plecak stoi nierozpakowany.
Zanim go otworzę i zabiorę się do działania, muszę poukładać dom, w którym rządziły jakiś czas moje koty... i Pan mąż :)
Chcę przygotować sobie pole do działania, bo kiedy wrzucę szósty bieg, to nie lubię się zatrzymywać. Tak mam od zawsze i ze wszystkim.
Może dlatego lubię działać nocą... tylko ona daje mi spokój i możliwość pełnej koncentracji.
Czekają mnie nowe wyzwania, które jak zawsze wzbudzają we mnie ciekawość, niepokój i oczekiwanie.
Lubię ten stan, bo jak już kiedyś tu  gdzieś napisałam, kiedy zaczynam coś tworzyć, nigdy nie wiem jaki będzie efekt końcowy.
Najbardziej doceniam kredyt zaufania, jaki otrzymuję. Kilka wskazówek rzuconych jako zarys oczekiwań.... i później ten stresik czy wizje się pokryły :)



Filiżanki ślubne i Guns N’ Roses 


Zdarza mi się tworzyć dedykowane wzory na porcelanie, które sprawią, że obdarowani poczują się wyróżnieni, bo wzór tworzony był właśnie z myślą o nich... 
Tak było i w tym przypadku. 
Asia tylko rzuciła hasło - fani Guns N' Roses
Efekt poniżej :


października 25, 2017

Skrzydeł dodają mi Ci, którzy we mnie wierzą... i astry w kremie

Skrzydeł dodają mi Ci, którzy we mnie wierzą... i astry w kremie

Jestem dla siebie surowym krytykiem



Kiedy kupiłam pierwsze farby i kubki, żeby mogły powstać świąteczne prezenty dla najbliższych, w ogóle nie brałam pod uwagę, że kiedyś pójdę tą drogą.
Coś tam sobie wtedy wymyśliłam ambitnie i... w trakcie żałowałam, że się do tego w ogóle zabrałam.
Początki zazwyczaj bywają trudne.
Od tego czasu minęło kilka lat.
Sporo tych kubasków i filiżanek powstało w międzyczasie, bo byli chętni na te moje bohomazy... czasem nie wiem czy z litości je chcieli, czy rzeczywiście były w miarę ładne :)
Miałam to szczęście, że na początku nie spotkałam się ze specjalnie ostrą krytyką, a byli też tacy, którzy zachęcili do działania...
Wspomnę tu Karolę i Beti. Dziewczyny, jesteście w tej historii.
Kolejne ważne słowa padły z ust Magdy - w tych kubkach jest cząstka Ciebie samej - powiedziała.
I to była woda na młyn...
Nie wiem kiedy moja pasja stała się na tyle ważna, że obecnie staje się sposobem na życie :)
Wciąż doskonalę i rozwijam warsztat.
Skrzydeł dodają mi Ci, którzy mi ufają.
Dziękuję kochani za to, że wierzycie iż sobie poradzę ze wszystkim :)
Moje skrzydła są coraz mocniejsze dzięki Wam.


Komplet do kawy w odcieniach kremu waniliowego


Teraz pokażę Wam jedną z ostatnich prac Kocikowej Doliny.
Za każdym razem zastanawiam się, czy dałam z siebie wszystko, by klient był zadowolony. Za każdym razem drżę z niepokoju, czy wizja twórcy pokryje się z wizją zamawiającego.
Pani Dagmara mnie jednak uspokoiła...


października 21, 2017

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

Moje miejsce mocy zawsze działa i porcelana energy, żeby było na temat

I znowu zwiałam po energię



Kolejny wpis o morzu... 
Już Wam kiedyś pisałam, że co jakiś czas odzywa się we mnie wewnętrzny głos, który wzywa mnie na wybrzeże. I żeby się waliło i paliło, to muszę, genów nie oszukam ;) 
Lubię tu bywać o różnych porach roku i nawet pogoda wtedy nie ma znaczenia.
Często zastanawiam się, dlaczego właśnie nad morzem czuję to, co czuję... dlaczego widok tego bezmiaru pozwala zaczerpnąć ten wyjątkowo głęboki jak nigdzie oddech...
Jest kilka miejsc na ziemi które kocham, a Ustka to właśnie jedno z tych moich miejsc mocy.
Przybywam, zaczerpnę i na trochę wystarczy... 
...dopóki głos nie zacznie szeptać, że już czas.



Energetyczna kocia porcelana


A więc tak...
O mocy było, energii także, koty po  Kocikowej Dolinie przewijać się muszą...
W takim razie dziś zestaw dla dwójki kotomaniaków... i to nie byle jaki, bo trzyczęściowy :)










                                                       Niech moc będzie z Wami  :)
  

października 18, 2017

Serce czy rozum, mądrości ludów i porcelana trochę etno trochę boho

Serce czy rozum, mądrości ludów i porcelana trochę etno trochę boho

Dlaczego marzenia odkłada się na później



A gdyby tak zastanowić się nad tym, kim chcieliśmy zostać w przyszłości, kiedy o niej myśleliśmy, będąc na jej progu...
Gdyby odrzucić wszystkie dobre rady, wszystkich dobrych ludzi, którzy z własnego doświadczenia i w dobrej wierze ,,pomagali nam'' zmieniać decyzje...
Gdybśmy uwierzyli, że wolno nam iść własną drogą, drogą serca a nie rozumu, to dokąd byśmy poszli?

Rodzimy się jako niezapisana księga - tabula rasa. 
Każdego dnia życia jesteśmy kształtowani według wzorców, konwenansów, zasad...  
Przychodzą, zapisują... najpierw rodzice, później szkoła. Nie garb się, nie wychylaj, bądź jak inni, i tak nic z tego nie będzie... 
Im dalej w życie, tym więcej linijek.
A przecież każdy z nas jest indywidualnością. 
Dlaczego więc pozwalamy na jej stłumienie, dlaczego robimy to, czego się od nas wymaga zamiast tego, o czym marzymy?

Temat ten już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie. 
Jedną z odpowiedzi na to pytanie jest po prostu lęk...
...przed tym, że się nie uda, przed śmiesznością, przed negatywną oceną, przed perspektywą stawienia czoła i przed różnymi, mało ważnymi tak naprawdę powodami..
Dlaczego?
Bo tak nas zaprogramowano. Bo co nam robiono to i my robimy. Jedni w dobrej wierze, inni, by mieć kontrolę.

Ale przychodzi taki czas, że ze zdumienia przecieramy oczy i zastanawiamy się, jak to się stało, że doszliśmy tak daleko zapominając o sobie :)
Kiedy kurtyna opada, wtedy jest czas na słuchanie serca... na intuicję, instynkt... na wszystko to, co wypieramy, bo każą słuchać rozumu.
A pamiętacie?
Pierwsza myśl jest zazwyczaj tą właściwą...
Natura mimo wszystko nie daje nam o sobie zapomnieć.
To dlatego słuchanie siebie odkładamy na później i odkurzamy te nasze marzenia...
Jak już zrobimy wszystko czego się od nas oczekiwało i mamy na tyle energii by sięgnąć po to wszystko, co czekało...


Kubki trochę etno trochę boho


Pisząc dziś o instynkcie, intucji i głosie serca, o naturalnych dla człowieka sprawach, które zostały zepchnięte na dalszy plan, pokażę kolejne kubki, które malowałam instynktownie, bo po prostu potrzebowałam je namalować... 
Posłuchałam głosu serca i była to wielka przyjemność.
O mądrości indian  też można bez końca... lud związany z naturą i w zgodzie z nią żyjący, zostawił wiele cennych wskazówek. 

Indianie uważali, że ludzie zapadają na choroby przez niespełnione marzenia... 



października 12, 2017

Przyjaciel nie zawsze musi być człowiekiem i porcelana z Jasonem w roli głównej, malowana podwójnie

Przyjaciel nie zawsze musi być człowiekiem i porcelana z Jasonem w roli głównej, malowana podwójnie

Mówi się że psy to ostatnie z aniołów, które zdecydowały się zostać na ziemi razem z ludźmi...


Coś w tym jest...
Dziś będzie o Jasonie, moim wyjątkowym modelu, którego miałam przyjemność sportretować na porcelanowych kubusiach.
Jason sam wygląda jak anioł na czterech łapkach i jest miłością, oraz oczkiem w głowie swojej pięknej właścicielki Pani Angeliny.
Wyjątkowy i wspaniały chłopak rasy Maltańczyk i nie byle kto :) 
Jason to Champion Polski z rozpoczętym interchampionatem, o niesamowitej, jedwabistej szacie, co jest niezwykle rzadkie i pożądane...
Wiele dziewczynek ze świetnych hodowli chętnie by go bliżej poznało...
Dodam jeszcze, że jest już dumnym tatusiem dwudziestu pięciu maluszków na całym świecie :)
Jego potomstwo mieszka w USA, Anglii, Niemczech, Belgii i Islandii.
Na jednym z kubeczków, jedna z córeczek - Hubcia :)

Chociaż sama jestem posiadaczką kotów, i kocham je bezwarunkowo za ich charakter, oraz aparacik do mruczenia, to psy uwielbiam za ich szczerą przyjaźń i wierność.
Już kiedyś malowałam maltańczyki... zerknijcie TUTAJ dla przypomnienia.


Czasem kiedy się człowiek stara...


...to mu akurat pod górkę :)

Tak właśnie było z tymi kubeczkami. 
Wyszły pięknie... obie z właścicielką Jasona byłyśmy zadowolone z efektu... i katastrofa...
Kubki trzeba było malować od nowa...
Potraktowałam to jako trening cierpliwości i szlifowanie umiejętności.
Poniżej efekty pracy i model :)



października 09, 2017

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

W zgodzie z sobą czyli jesienne wyhamowanie, wiejskie chaty i sielskie klimaty

Nic na siłę nie napiszę


Kiedyś założyłam sobie, że będę pisać dwa posty w tygodniu i wciąż staram się trzymać tego schematu, no bo jeśli ten mój blog ma być czytany, oglądany i odwiedzany, to jakaś konsekwencja w działaniu jest mile widziana jednak...
Wraz z nadejściem jesieni, wyciszeniem i ustabilizowaniem się pewnych moich życiowych spraw, wena pisarska też jakby zwolniła, bo nie o ilość mi tu chodzi, ale o jakość...
Niby tematów nie powinno brakować, ale zanim zechcę się tu wygłupić z czymś od siebie, to największy krytyk mnie stopuje... czyli ja sama :)
O pogodzie za często nie wypada, od gotowania, wychowywania i stylizacji, też wciąż, ktoś, coś, gdzieś.
I tak będąc w zgodzie z sobą, to na siłę nic a nic :)
Bo jak ja coś muszę, to zawsze udowodnię, że niekoniecznie ;)

I tym sposobem, nie wiadomo kiedy, post się pojawił...


Wiejskie chaty 


Malowanie to chyba jedyne zajęcie, gdzie nigdy nie czuję, że muszę... 
Tematem nie do wyczerpania są u mnie chaty wiejskie, sielskie klimaty w różnych odsłonach, tym razem w otoczeniu maków i z zarysem Tatr...




października 04, 2017

Niech żyje wolność, kubki z nutą dekadencji czyli Kobiety z wachlarzami

Niech żyje wolność, kubki z nutą dekadencji czyli Kobiety z wachlarzami

Pokornie niepokorna...



Nie jestem z tych, co lubią nakazy i zakazy, a tam gdzie trzeba się dostosować, lubię jasne i klarowne sytuacje. 
Duch niepokorny we mnie mieszka od niepamiętnych czasów i chyba dobrze nam ze sobą...
Oczywiście nie oznacza to, że tej pokory we mnie nie ma. Dostrzegam momenty, sytuacje i ludzi przed którymi chylę czoła. 
Uczę się wciąż i wyciągam własne wnioski, ale gdyby ten duch niepokorny nie pchał mnie dalej, to przecież nie byłabym teraz tu, gdzie jestem.

Powinnam być człowiekiem wolnego zawodu - powiedziałam kiedyś z rozbrajającą szczerością, co spotkało się z ogólną wesołością i stwierdzeniem, że mi biednej teatrzyk spalili...

A ja... gdzieś w głębi duszy, wciąż marzyłam o równowadze na własnych warunkach.

Dziś, co prawda nie mam teatru (chociaż epizod aktorski mam na swoim koncie, w trzech aktach, rola męska ;)) ale idę sobie do przodu, swoją własną drogą, konsekwentnie pokorna niepokornie... z poczuciem wolności wewnętrznej, bo dusza nie lubi ograniczeń...



Ciągnie wilka do lasu


Łącząc wolność, konsekwencję i pokorę niepokorną z pierwiastkiem artystycznych zapędów tudzież zamiłowań... pokażę kubki, które malowałam intuicyjnie... 
Tryptyk nosi tytuł - Kobiety z wachlarzami.
Co wyszło, sami ocenicie.