września 30, 2017

I żyli długo i szczęśliwie oraz koty dla nowożeńców.

I żyli długo i szczęśliwie oraz koty dla nowożeńców.

A kiedy będziesz moją żoną...



A kiedy będziesz moją żoną...
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będę włosy twoje.
Pójdziemy cisi, zamyśleni, 
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami, 
pomiędzy drzewa, cisi, sami.
Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.
Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Kazimierz Przerwa - Tetmajer


I żyli długo i szczęśliwie...


Tak kończą się bajki.
Ale że życie bajką nie jest, to takie szczęście trzeba sobie wypracować...
Gdzie znaleźć receptę?
No właśnie...
Nikt jej dokładnie nie spisał :) Niestety.
Więc tego szczęścia trzeba szukać we własnym zakresie... a najlepiej nauczyć się dostrzegać, bo ono w najdrobniejszych rzeczach przecież się kryje, w najprostszych... a wtedy, wtedy życie cudem jest :)

Komplet porcelany dla nowożeńców, niech im to szczęście łatwiej będzie dostrzec...
Komplet specjalny, z kotami.
Oni wiedzą dlaczego :)


września 24, 2017

Nie liczę godzin i lat... z lawendą w tle

Nie liczę godzin i lat... z lawendą w tle

Pielęgnować


No to stało się. Kolejny rok do przodu.
Im jestem starsza, tym z większą łatwością przełykam zmianę cyfry...
Co dziesięć lat dwie... ale na to, to ja mam jeszcze całe dwa lata :)
Ale nie o samym fakcie urodzin chciałam tu w skrócie...

Wczoraj od samego rana telefon mój był gorący. Spływały życzenia, wirtualne bukiety i butelki z trunkami... Nawet pewna znajoma posłańca z naręczem kwiatów wysłała... no nie dotarł... żałuję że nie dotarł... bo wirtualnie wysłała :) Ech.
I wiecie co?
Ten dzień, dzięki takim gestom, był bardzo przyjemnym dniem, mimo deszczu, który nie nastaraja specjalnie pozytywnie i jeszcze kilku takich tam spraw przyziemnych...
Choć dziś to portale społecznościowe najczęściej informują i pamiętają za nas, to miłe jest to, że komuś  się chciało zostawić kilka słów, zadzwonić, zatrzymać się na chwilę i uczynić ten dzień właśnie takim.
Idziemy z duchem czasu :)
Takiej ilości osób nie zmieściłabym u siebie w salonie, a tutaj ? 
O proszę bardzo... Nawet ciasno nie było.
Nie liczę godzin i lat, ani sobie, ani nikomu... ale lubię pielęgnować pewne rzeczy, sprawiać by ktoś się uśmiechnął... 
Wczoraj uśmiechałam się ja :)


Lawenda w tle...


Skąd mi się tutaj ta lawenda? 
Bo mi pachnie właśnie w całym domu :)
Taka z własnego ogrodu Pana męża, wyhodowana przez niego... ale cała reszta to już ja sama.
Zebrana w odpowiednim czasie, wysuszona w cieniu, by koloru nie straciła...
Woreczki lniane, uszyte przeze mnie, ozdobione sposobem decoupage, moje pierwsze w życiu... a w nich zamknięty lawendowy zapach lata, który kiedyś kojarzył mi się z Prowansją....
Takie romantyczne worki na mole, jakby to rzekł mój brat...

A teraz kilka zdjęć. Pochwalę się :)


września 20, 2017

Opowiem Ci bajkę jak kot palił fajkę i kocie Tea For One

Opowiem Ci bajkę jak kot palił fajkę i kocie Tea For One

Zgubne nałogi...


Mniej więcej wczoraj, a może jutro... jakoś tak właśnie przed moimi urodzinami, zacznę dziewiąty rok mojego niepalenia. 
Brzmi o niebo lepiej niż skończone osiem ;) 
Gdybym miała pisać o urodzinach, to akurat odwrotnie przedstawiłabym sytuację, jakaś taka estetyczna jestem :)
Nałogi ma każdy i nałogi mieć trzeba, niekoniecznie te zgubne...
Można nałogowo dobrze gotować na przykład, lub nałogowo być w formie...
Ale nie o tym.
Pamiętam moment, kiedy konkretny palacz, dodam ostatni wtedy z naszego towarzystwa, rzucił palenie. Założył się z własną siostrą, że kiedy rzuci i wytrzyma conajmniej dwa miesiące, ona organizuje imprezę grillową. Cel był szczytny, rzucił...
- Kaśka, rzuć to w cholerę - powiedział były już palacz.
I była to woda na młyn.
No głupio mi było. Rzuciłam. 
Pewnego pięknego wtedy dnia, nie tak jak dziś, zimnego i deszczowego, świadomie paliłam ostatniego, cieniutkiego papierosa i równie świadomie wypowiedziałam zaklęcie...
- to jest mój ostatni papieros...
Zadziałało !
Już wtedy musiała siedzieć we mnie wiedźma ;)

Ja nie palę do dziś, ale nasz były palacz, sprawca mojego sukcesu (za co jestem mu wdzięczna) jeszcze tego samego dnia, zaraz po wygraniu zakładu, z przyjemnością wrócił do nałogu :)


Kocie Tee for one


Za chwilę zacznie się kalendarzowa jesień. Cudownie będzie rozpocząć herbaciany sezon, herbat wszelakich... Pokażę Wam taki zestawik dla konesera tego typu rozkoszy...
Seria Energy.
Kocie Tee for one, jak to w Kocikowej Dolinie :)


września 16, 2017

Bo do tanga trzeba dwojga... i energetyczna porcelana ślubna

Bo do tanga trzeba dwojga... i energetyczna porcelana ślubna

Taniec jak życie


O tangu wiele już powiedziano i wciąż mówić można. 
Wiele tango ma odcieni, figur wiele i kompozycji by je móc zatańczyć... Określane na przestrzeni lat jako taniec miłości, namiętności, emocji wszelkich... niekiedy określane jako taniec dusz, niezwykle zmysłowy i efektowny. 
Dziś klasyka.
Tango, taniec jak życie.
Każdą miłość można do niego porównać, bo w obu przypadkach trzeba zgodności na każdej płaszczyyźnie.
A więc tańczmy swoje tango, każdego dnia, dopóki roztacza swój czar i czujemy moc, że tańczyć się chce.


Energetyczny zestaw ślubny


Pewnie nie byłoby pomysłu na ten post, gdyby nie pomysł wyzwania na jednym z blogów... Zerknijcie  TUTAJ :)
Tak się zdarzyło, że przygotowałam komplet, który idealnie wpasuje się w tytuł tego wyzwania.
Ma być pasja, ruch, energia...
Zobaczcie sami :)
Autorski wzór, malowany już kiedyś, dziś doczekał się nowej wersji.


września 12, 2017

O mocy słów i kubki do zadań specjalnych

O mocy słów i kubki do zadań specjalnych

Kiedyś...


 Zbyt mocno zależało mi na różnych ludziach. 
Starałam się dla nich, ufałam, uważałam że w zamian dostanę dokładnie to samo.
Nic bardziej mylnego.
Każdy sądzi według siebie... często się słyszy to jakże prawdziwe powiedzenie.
Słowa mają wielką moc i należy brać za nie odpowiedzialność.
Bywa, że jednym zdaniem można uratować komuś życie, ale... można też to życie komuś złamać.
W dzisiejszym świecie tak często potrzeba nam zrozumienia... nie oceny. Trzeba nam aprobaty, która daje kopniaka do działania, obojętnie co akurat zamierzaliśmy.
Dobre słowo dziś w cenie, jak na lekarstwo, a ludzie jak nakręceni, pędzą w tym wyścigu, nie wiadomo właściwie dokąd... 

Każda motywacja do czegokolwiek, to krok w dobrym kierunku. Uważajmy więc na słowa. Używajmy ich ostrożnie, bo raz wypowiedziane, mogą zostać tylko wybaczone, ale nie zapomniane...
Dziś już nie jestem taka ufna, nie zabiegam... dziś to ja jestem tą, o którą trzeba powalczyć.
Lekcje odrobione... ale w zanadrzu zawsze mam dobre słowo dla każdego, komu będzie potrzebne. 


Kubki motywacyjne i nie tylko


Post ten pisany był na okolicznść przedstawienia Wam kilka kubasków z tekstami do zadań specjalnych...
Jedne motywują lub śmieszą, inne trafiają w sedno...
Znajdźcie ten właściwy dla siebie i zostawcie kilka słów w komentarzu.


września 09, 2017

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Pesel bez znaczenia, kąpiel słoneczna i pastelowe astry na porcelanie

Młodość to nie data urodzenia


Piękna sobota dobiegła końca. 
Dziś aura okazała się wspaniałomyślna. Powietrze pachnie końcówką lata... 
Lubię wrzesień. Bardzo lubię, a teraz właśnie myślę za co...
...za jabłka w sadach, za nienachalne słońce, za wrzosy, grzyby, za kolory i za wiele innych drobiazgów, które teraz nie przychodzą mi do głowy. 
Lubię, bo to w końcu miesiąc moich urodzin, a to już naprawdę dobry powód do lubienia :)
No dobrze, ale co ja tu dziś chciałam napisać?
Już wiem. Coś o peselu. I to nie swoim.
Dzisiejsza sobota sprzyjała wycieczkom rowerowym. 
Odwiedziłam ścieżki, które czekały na mnie może nawet trzydzieści lat, kto by to pamiętał. 
Zapach sosen przyprawiał o zawrót głowy, a wrześniowe promienie zostawiły ślad na odkrytych ramionach.
Kąpiel słoneczna i jazda rowerem na tyle mnie osłabiła, że reszta soboty to był już tylko błogi wypoczynek.
Za to moja mama... po całym dniu na nogach, gotowaniu, serwowaniu obiadu i nie wiem co tam jeszcze... wystroiła się pięknie i pojechała ze swoim Stefanem na tańce.
Wiecie co?
Patrzę na nią od dłuższego czasu z ogromną radością i podziwem. 
Patrzę jak chwyta dzień, jak korzysta z życia, bo ma z kim to wszystko dzielić i myślę sobie, że młodość nie ma kompletnie związku z datą urodzenia... wystarczy, że obok jest odpowiednia osoba, która jest młoda w tym samym kierunku :)


Astry w pastelach


Skoro o słońcu, o radości i jesieni, to dziś też coś radosnego. 
Pokażę Wam delikatny komplet w kwiaty, które u mnie są astrami i umówmy się, że one tak właśnie wyglądają ;)
Astry te doczekały się kilku wersji kolorystycznych, i zamieszkały na porcelanie o różnych kształtach.
Sami ocenicie gdzie podobają się Wam najbardziej :)


września 06, 2017

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

Wysokie płoty tato grodził... i porcelana w malwy malowana

W babcinym ogrodzie


Od czego by tu zacząć...
Chyba od tego, że zawsze byłam ciekawa świata. 
Dziś trudno ocenić skąd taki włóczęga we mnie i duch niepokorny...
Po kim te geny wolności ?
Byłam wszędobylską dziewczynką, którą trudno było upilnować. Chyba najtrudniej miał dziadek... 
Nawet z drewnianym płotem potrafiłam sobie poradzić... a on przybijał te sztachety i przybijał.
Zmieniono ogrodzenie na nowoczesną siatkę, to Kaśka zwiała jak rasowy uciekinier, robiąc podkop pod nią. Gdzie ja wtedy nie byłam. 
Odwiedzałam wszystkie okoliczne ciotki i nie ciotki. Nie prędko można było mnie zlokalizować. 
Do czasu, aż powstały murki pod siatką i wtedy...

Wysokie płoty tato grodził... 


śpiewali :)

A ogród kwitł na żółto, różowo i fioletowo. 
Rosły łubiny, malwy, georginie i jakieś żółte kwiaty, których nazwy do dziś nie znam. Nawet mlecze sobie rosły w trawie i nikomu nie przeszkadzały że rosną. Nadawały się na wianki i było świetne zajęcie.
Pamiętam, że nikt nie krzyczał kiedy zrywałam te kwiaty i robiłam bukiety.
Pewnie wszyscy się cieszyli, że Kaśka ma zajęcie i wciąż jeszcze siedzi na podwórku. Do czasu, aż poczułam żyłkę handlowca i wycięłam babciny szczypiorek. 
Ale o tym innym razem :)
Pod oknem stała blaszana balia, nie jakiś tam dmuchany basen, do której dziadek nalewał ze studni wodę, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy ogrzeje ją słonce...

Ten ogród babciny był dużo większy. Istny raj. Nawet prywatny strumyk płynął przez środek poletka i znikał gdzieś pomiędzy brzozami. Po latach strumyk okazał się być rowem melioracyjnym, ale co tam. 
Kiedy malowałam te malwy, przypomniała mi się właśnie ta część mojego życia i pewnie trochę to wszystko pasuje do siebie... co myślicie ?


września 01, 2017

Zlot Maltańczyków 2017 i kubki z pupilami

Zlot Maltańczyków 2017 i kubki z pupilami

Piesiuśki w Kocikowej Dolinie


To, że jestem kociarą, chyba wiedzą wszyscy, którzy do mnie zaglądają.
Koty towarzyszą mi od dziecka.... uwielbiam je za charakter, intelekt i bystrość, oraz za aparacik do mruczenia :)
W domu mam dwie dziewczyny. Obie przygarnięte i kochane.
Stara persica Fiona - Lucyna to największe kocie indywiduum jakie spotkałam do tej pory.
Natomiast Gaja, przygarnięta ponad dwa miesiące temu, to niesamowity przytulas z ogonem wiewiórki, który uwielbia psy z za ściany :)

A za ścianą.,.. Psia Dolina ;)
Oczywiście ta Psia Dolina (z przumrużeniem oka zwana) to nic innego, jak wspaniała, domowa hodowla Muchitto, gdzie psiaki to pełnoprawni członkowie rodziny.
Mieszkają tam... po kolei...
Dżinka - york łakomczuch.
Oraz pięć zwariowańców rozczochranych rasy Maltańczyk : Nela, Dusia, Bonia, Fisiek i najnowsza Bibi. Jeśli chcecie poznać je bliżej to kliknijcie TUTAJ oraz TUTAJ
Dodam jeszcze, że za tą samą ścianą, tylko piętro wyżej, też mieszkają dwie kolejne, przygarnięte kotki - Kindzia i Lusi.
Tak sobie myślę, że dla równowagi, trzeba nam jeszcze kocików.
Po jednym po obu stronach ściany najlepiej :)

No i gdzie te piesiuśki w Kocikowej Dolinie ?
Zaraz opowiem..


Kubki z pupilami 



Ula, właścicielka hodowli, stwierdziła że maluję koty, a przecież jej cudne piesiuśki to taki wdzięczny temat...
I stało się...
Powstały portrety Bibi oraz Szpilusia, urodzonego w hodowli. 
Szpiluś zapadł nam wszystkim w pamięć z powodu wspaniałego charakterku.
Kocikowa Dolina została sponsorem III Zlotu Miłośników Rasy -  Maltańczyk Polska 
Kubki pojechały na  Zlot Maltańczyków i zgarnie je ktoś jeszcze w ten weekend :)
Z tego miejsca pozdrawiam wszystkich miłośników rasy.
A teraz prezentacja.